Prowadzi inwazję na Ukrainie nie tylko dla bieżących zysków, ale także traktuje ją jako poligon dla przyszłych konfliktów. Równocześnie bardzo niepokojąco brzmią doniesienia o rozbudowie przez Rosję baz wzdłuż wschodniej flanki NATO – od Norwegii po kraje bałtyckie i Królewiec. Modernizowane są istniejące koszary, budowane nowe obiekty. Celem ma być zgromadzenie tam nawet 115 tys. żołnierzy. Masowa koncentracja u bram Zachodu drastycznie skróci czas potrzebny Putinowi na wyprowadzenie uderzenia. Moskwa nie będzie musiała tygodniami przerzucać wojsk z głębi kraju – jednostki będą już na pozycjach wyjściowych. Wyeliminuje to kluczowy logistyczny mankament. Rosja masowo produkuje drony i przestawiła gospodarkę na tryb wojenny. W tej sytuacji wschodnia flanka NATO potrzebuje natychmiastowego nasycenia zbrojeniowego i przejścia do doktryny stałej obrony. Bez szybkich decyzji politycznych oraz potężnego wsparcia logistycznego i przemysłowego ze strony USA Zachodowi pozostanie tylko krytyczne odliczanie.
Krytyczne odliczanie
W sytuacji, w której Zachód szacuje zagrożenie, zastanawia się, czy atak nastąpi w 2029, czy w 2030 r., jaki będzie miał przebieg i kto stanie się pierwszym z celów, Rosja systematycznie odbudowuje zdolności militarne.