Rozumiem żarty z paniki wokół koronawirusa, też bawi mnie wzrost zapotrzebowania na polski spirytus, ale wypowiadane z ulgą słowa, że umierają tylko starzy ludzie, niosą coś niepokojącego. Jakby wirus chciał coś zmienić w odradzaniu się najpiękniejszej polskiej świadomości. Gdy zamiast „starzy i schorowani” pomyślimy o naszych rodzicach czy dziadkach, od razu zmienia się nam perspektywa. Być może sami będziemy mieli 75 lat i nadzieję, że Pan Bóg pozwoli nam bawić wnuki przez kolejne dziesięciolecia... Moim żywiołem jest żart, a mimo to nie śmieję się z mycia rąk, bo im częściej to robimy, tym bardziej maleje ryzyko przekazania wirusa, a tym samym zagrożenie dla najstarszych. Myjmy więc ręce i pijmy ich zdrowie szklanicą 70-procentowej śliwowicy łąckiej, co niezawodnie chroni przed każdą zarazą i smutkiem.
Koronawirus i starzy ludzie
Odradzaniu się niepodległej Polski tradycyjnie towarzyszy wzrost szacunku dla starych ludzi. Tak było, gdy marszałek Piłsudski nadał najwyższe honory powstańcom styczniowym, a za Virtuti Militari szła budowa domów opieki. Tak było także teraz, gdy ostatni Żołnierze Wyklęci słyszeli najpierw od tłumów młodzieży, a po 2015 r. od państwowych władz „Cześć i chwała bohaterom”.