Tak też należy postrzegać pojawiające się w ostatnich dniach doniesienia o formowaniu brygady desantowo-szturmowej, która zostanie rozmieszczona w Homlu, rzut beretem od granicy z Ukrainą. Oczywiście formalnie powstaje ona w celu „zapewnienia bezpieczeństwa”. Ten slogan tłumaczy niemal wszystkie ruchy w polityce wewnętrznej i zewnętrznej reżimu. Logiczne jest, że wojska operacji specjalnych nie będą siedziały w budkach wartowniczych i patrzyły w niebo czy za własne rubieże, bo są stworzone do zupełnie innego celu – działań ofensywnych, dywersji i szybkich uderzeń. To pięść, nie tarcza. Wojskowej mistyfikacji towarzyszy podkręcony ryk tub propagandowych, pompujących do uszu obywateli wojenną retorykę. Bo przecież NATO, a także Ukraina, stoją już w blokach startowych, by napaść na krzewiciela pokoju, jak przedstawia samą siebie Białoruś. Tymczasem wasal Władimira Putina skrzętnie realizuje plan napisany na Kremlu. A Ukraina rzeczywiście ma swoje miejsce w tym scenariuszu. Jako cel kolejnej ofensywy.
Kolejna odsłona planu Putina
Białoruski dyktator Alaksandr Łukaszenka z niezwykłą łatwością tworzy różnego rodzaju byty, których oficjalny szyld drastycznie przeczy ich rzeczywistemu przeznaczeniu.