Logiczne jest, że armia Putina nie jest w stanie otworzyć drugiego frontu, na kształt tego na Ukrainie, bo gigantyczne straty podczas inwazji i nadal mocne niedobory sprzętu skutecznie to uniemożliwiają. Kreml jednak doskonale zdaje sobie sprawę, że spójność i szybkość reakcji Sojuszu można sprawdzić właśnie działaniami poniżej progu wojny. Trudno uznać, by do tej pory odpowiedź Zachodu na celowe naruszanie przestrzeni powietrznej, akty sabotażu czy cyberprzestępstwa była przesadnie mocna. Należy jednak pamiętać, że to właśnie dlatego Rosja sukcesywnie przesuwa czerwone linie, patrząc, jak bardzo może jeszcze dokręcić śrubę. Warto, by temat ten i odpowiedź NATO – przede wszystkim skuteczna – stały się przedmiotem ożywionej dyskusji na zbliżającym się wielkimi krokami szczycie Sojuszu Północnoatlantyckiego w Ankarze.
Hybrydowa ruletka
Najnowsze doniesienia służb, m.in. z Łotwy, o możliwej rosyjskiej prowokacji w Polsce lub krajach bałtyckich nie są w żaden sposób sensacyjne. Po raz kolejny potwierdzają, że wojna hybrydowa zajmuje jedno z kluczowych miejsc w polityce zewnętrznej Rosji.