Obecnie, według szacunków, Francja ma ich ok. 290. Rosja po raz kolejny próbuje zrobić z siebie ofiarę „postępującej militaryzacji” Zachodu, podczas gdy sama sukcesywnie przekracza czerwone linie. Jeżeli mówimy o realnej eskalacji atomowej, to realizuje ją właśnie Rosja do spółki z satelicką Białorusią, gdzie najpierw rozmieszczono elementy taktycznej broni jądrowej, a teraz na białoruskich poligonach trwają ćwiczenia związane z jej użyciem, w których bierze udział kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy. To jednak tylko część planu. Nie ma dnia, by rosyjska propaganda nie wzięła na celownik któregoś z krajów NATO. W tym tygodniu jest to Łotwa, która ma rzekomo udostępnić Ukrainie swoje terytorium do zaatakowania Rosji. Prowokacje, groźby i eskalowanie wojny hybrydowej – to główne elementy polityki zewnętrznej Kremla. W osiąganiu himalajów hipokryzji, odwracania kota ogonem i wodzenia za nos Rosja nie ma sobie równych.
Himalaje hipokryzji
Na Kremlu znów wrzucili „atomową” płytę do gramofonu. Oto wiceszef MSZ FR Siergiej Riabkow zagroził bezpośrednim starciem z NATO w obliczu „prowokacyjnych działań w sferze nuklearnej”. Nawiązał m.in. do niedawnej deklaracji prezydenta Francji Emmanuela Macrona, który zapowiedział zwiększenie liczby głowic nuklearnych.