Co więc zrobił dyktator? Podpisał w tym tygodniu dekret podwajający – ze 120 do 240 – roczny limit nadgodzin dla Rosjan. To nie żaden strategiczny manewr, lecz akt desperacji ze strony Putina, który dla załatania dziur w gospodarce każe teraz obywatelom tyrać do upadłego. Co więcej, zniesiono zakaz odwoływania z urlopów pracowników z niebezpiecznych i szkodliwych dla zdrowia branż. Kremlowska wierchuszka już dawno straciła kontakt z rzeczywistością. Niedługo wmówi swoim obywatelom, że doba ma nie 24, lecz 30 godzin, dlatego co najmniej połowę z nich trzeba przepracować.
Gułag na pełny etat
Tysiące obywateli wysyłanych na front albo giną w okopach, albo trafiają do niewoli jako jeńcy. Rosyjska gospodarka, przetrzebiona społecznymi i ekonomicznymi skutkami wywołanej przez Putina wojny, przeżywa spory kryzys. Brakuje rąk do pracy.