Reżim w Iranie od ponad czterech dekad stanowi jeden z najważniejszych filarów politycznego islamu. Od czasu rewolucji irańskiej w 1979 r. państwo ajatollahów stało się symbolem modelu władzy opartego na religijnej ideologii. Władza duchownych, system prawny inspirowany szariatem oraz wspieranie ruchów islamistycznych w regionie uczyniły Iran jednym z głównych eksporterów tej ideologii. Jednak, jak podkreśla Hirsi Ali, islamizm nigdy nie był wyłącznie projektem jednego państwa. To raczej rozbudowana sieć ideologiczna i organizacyjna, która funkcjonuje ponad granicami. Dlatego nawet jeśli w Iranie doszłoby do poważnego osłabienia reżimu lub jego upadku, sama ideologia nie zniknie. A miejscem, w którym będzie szukała nowej przestrzeni do rozwoju, może stać się Europa.
Europa jako przestrzeń politycznej ekspansji
Zdaniem Hirsi Ali najbardziej podatnym obszarem na takie przesunięcie jest Europa. Powody są zarówno demograficzne, jak i polityczne. W wielu krajach europejskich powstały liczne społeczności muzułmańskie, szczególnie w takich państwach, jak Francja, Niemcy, Belgia, Szwecja czy Wielka Brytania. Część tych społeczności w sposób pokojowy i w pełni uczestniczy w życiu społecznym. Jednak, jak argumentuje autorka, równolegle działają środowiska ideologiczne, które próbują przekształcić religię w projekt polityczny. Często ich strategia polega na długotrwałej pracy społecznej i ideologicznej: zakładaniu organizacji religijnych, instytucji edukacyjnych czy stowarzyszeń społecznych. Z czasem zaczynają one odgrywać rolę polityczną, wpływając na debatę publiczną, system edukacji czy politykę migracyjną.
To, co wydarzyło się w lutym br. w Manchesterze w Wielkiej Brytanii, a dokładniej w okręgu Gorton i Denton, gdzie społeczność muzułmańska stanowi około 30 proc. elektoratu i odgrywa coraz większą rolę w lokalnej polityce, jest dla Ayaan Hirsi Ali ilustracją transformacji, jakiej poddana jest Europa. W wyborach uzupełniających doszło tam do wyraźnej zmiany sceny politycznej: kandydatka Partii Zielonych niespodziewanie zwyciężyła, zdobywając ponad 40 proc. głosów, podczas gdy dominująca przez lata Partia Pracy spadła na trzecie miejsce. W analizach powyborczych zwracano uwagę na silną mobilizację młodych wyborców oraz części społeczności muzułmańskiej, która odegrała istotną rolę w wyniku głosowania.
Według Hirsi Ali takie wydarzenia – jak zmiany wyników wyborów w miastach z dużymi społecznościami muzułmańskimi – są dowodem na rosnącą rolę w Europie polityki tożsamości opartej na islamie. Religia ta oraz związana z nią przynależność kulturowa mogą coraz częściej wpływać na zachowania wyborcze i lokalne układy polityczne. Przestają więc być wyłącznie sferą prywatną, a zaczynają odgrywać rolę czynnika mobilizacji politycznej. Stanowi to też sygnał szerszego procesu, w którym kwestie religijne i tożsamościowe związane z islamem zaczynają odgrywać coraz większą rolę w polityce europejskiej.
Sojusz czerwono-zielony
Ayaan Hirsi Ali zwraca uwagę na zjawisko, które widzieliśmy także w Manchesterze, a które określa mianem „czerwono-zielonego sojuszu” – ideologicznego zbliżenia części radykalnej lewicy z ruchami islamistycznymi. Termin ten w debacie europejskiej pojawił się już na początku XXI w., szczególnie po zamachach z 2001 r. oraz podczas protestów przeciwko wojnie w Iraku w 2003 r. Pojęcie spopularyzował m.in. niemiecki politolog Matthias Küttele, który opisywał ideologiczne zbliżenie części skrajnej lewicy z ruchami islamistycznymi. Zjawisko to analizował również francuski filozof Pascal Bruckner. Do tej wcześniejszej debaty odwołuje się dziś Hirsi Ali, twierdząc, że oba środowiska, tj. lewicę i islamistów, łączy kilka kluczowych elementów: silna wrogość wobec Zachodu, sprzeciw wobec kapitalizmu oraz przekonanie o konieczności radykalnej przebudowy obecnego porządku społecznego. W efekcie – przekonuje ekspertka – część środowisk progresywnych nie tylko ignoruje zagrożenie ze strony islamizmu, lecz w praktyce zaczyna wzmacniać ruchy islamistyczne, przedstawiając je jako reprezentantów dyskryminowanych mniejszości.
Hirsi Ali ostrzega, że w ten sposób powstaje paradoksalna sytuacja: środowiska deklarujące obronę praw człowieka stają się politycznym parasolem dla ideologii, która w wielu krajach świata prowadzi do ograniczania wolności jednostki. W jej opinii zachodnie elity często nie potrafią odróżnić ochrony wolności religijnej od pobłażliwości wobec ruchów, które traktują religię jako narzędzie walki politycznej. W rezultacie taka postawa nie tylko zaciemnia debatę publiczną, ale również sprzyja radykalizacji oraz dalszej ekspansji islamizmu w Europie.
Podobne obawy pojawiły się wcześniej także w środowisku arabskim. W 2017 roku minister spraw zagranicznych Zjednoczonych Emiratów Arabskich Abdullah bin Zayed Al Nahyan ostrzegł podczas Światowego Forum w Davos, że Europa może stać się jednym z głównych źródeł radykalizacji. Według niego polityczna poprawność i brak zdecydowanej reakcji na działalność ekstremistów mogą doprowadzić do sytuacji, w której właśnie na Zachodzie powstaną nowe ośrodki radykalnego islamizmu. W jego słowach pobrzmiewała sugestia, że państwa europejskie mogą powtórzyć błędy, które część krajów Bliskiego Wschodu już wcześniej boleśnie odczuła.
Nowe pole ideologicznego konfliktu. Wnioski płynące z analizy
Ayaan Hirsi Ali są jednoznaczne. Nawet jeśli reżim w Iranie osłabnie lub upadnie, nie oznacza to końca ideologicznego konfliktu między politycznym islamem a zachodnim modelem państwa, opartym na prawie stanowionym przez instytucje państwowe i pluralizmie społecznym. W tym kontekście autorka zwraca uwagę na działania podjęte przez administrację Donalda Trumpa wobec Iranu. Jej zdaniem jest to jedna z nielicznych prób realnego ograniczenia wpływów politycznego islamu na poziomie państwowym, ale przede wszystkim powstrzymania ekspansji islamizmu u jego geopolitycznego źródła. Jednocześnie podkreśla, że nawet osłabienie Iranu nie rozwiązuje problemu. Europa stała się kontynentem, w którym spotykają się rosnące napięcia tożsamościowe, migracja oraz działalność ruchów wykorzystujących islam jako narzędzie mobilizacji politycznej. Dlatego – jak ostrzega Hirsi Ali – starcie z politycznym islamem może rozgrywać się nie tylko w Teheranie czy na Bliskim Wschodzie, lecz także w europejskich miastach, takich jak Manchester, Paryż czy Bruksela.