Gdy Twoje dziecko wybiegnie nagle na jezdnię, po której jeżdżą samochody, a ty zachowasz spokój i na dziecko nawet nie krzykniesz, albo powinnaś zostać beatyfikowana, albo zastanowić się, czy naprawdę na tym dziecku ci zależy. Jeżeli nie jesteś pobłogosławiona darem zachowania świętego spokoju i kochasz swoje dziecko i w związku z tym się na nie wydarłaś, a wtedy jakaś obca ci baba zaczęła zwracać ci uwagę – zachowanie wobec niej spokoju to już chyba materiał dla kościelnych komisji zastanawiających się, kto powinien zostać kanonizowany. Albo przynajmniej po ludzku podziwiany za świętą cierpliwość. Jesień zaczynamy historią kobiety, która nie była świętą, a – jak się zdaje – zwyczajną, zaaferowaną i niepokojącą się o dziecko matką. Matką mającą tego pecha, że obca okazała się rzecznikiem praw dziecka. Państwową funkcjonariuszką gotową postawić na baczność cały aparat represji i wymiar sprawiedliwości, a przynajmniej próbować to uczynić, ponieważ nie spodobało jej się to, co zobaczyła i jak została potraktowana. Policja nie chciała wpisać się w osobistą zemstę już wcześniej oskarżanej o mobbing urzędniczki, nie wpisali się w jej gierki kurator i sąd, za to pomocną dłoń podał jej komendant (ostatnio komendanci mają złą prasę: jak nie nachodzą emerytki, to robią za kapłanów dobrostanu dr. Kacprzyka), który po prostu kazał procedury powtórzyć, tym razem skutecznie po myśli trzynastogrudniowej Pani Zemsty. Część mediów to słusznie wzburzyło, część natomiast najpierw nabrała wody w usta, a potem ruszyła z odsieczą. „Na każdą przemoc należy reagować” – krzyczą więc, za przemoc uznając naturalną ludzką reakcję na niebezpieczeństwo, w jakim znalazło się dziecko. Natomiast umieszczenie dzieciaka w domu dziecka dlatego, że mama powiedziała w takiej sytuacji brzydkie słowo, a w domu miała zamknięte piwo – to dla salonu przemocą nie jest.
Dziecko w niebezpieczeństwie
Jesień zaczynamy historią kobiety, która nie była świętą, a – jak się zdaje – zwyczajną, zaaferowaną i niepokojącą się o dziecko matką.