Minister sprawiedliwości w rządzie Donalda Tuska skomentował w mediach decyzję sądu ws. listu żelaznego dla Marcina Romanowskiego. Całą sytuację porównał do czasów powojennych.
To jest tak, jak mieliśmy czas powojenny, kiedy łapano różnych ludzi odpowiedzialnych za różne bardzo poważne przestępstwa i często ci, którzy byli na samym szczycie piramidy, oni wpadali na końcu, ale też była siatka osób, która im pomagała
- powiedział Żurek na antenie TVN24.
O słowa polityka pytany był w Telewizji Republika prezydencki minister Adam Andruszkiewicz.
- Pan Żurek ciężko pracuje, żeby mieć w przyszłym roku problemy. Katalog jest bardzo szeroki. Ta kwestia, o której teraz rozmawiamy, to jeden z wielu puzelków, które pan Żurek próbuje sobie poukładać. Pan Żurek odnoszę wrażenie, że chce być pierwszym jakobinem demokracji walczącej pana Tuska. Chyba bardzo mu się spodobały pochwały ze strony silnych razem. Ich działania, zastraszanie opozycji nie ma nic wspólnego z demokracją
- mówił.
Dopytywany o zapowiedzi dotyczące kolejnych zatrzymań, odparł:
„na początku chcę powiedzieć, że stoimy murem za panią Anną Plakwicz. To wyjątkowa profesjonalistka. To po prostu zemsta polityczna. Ci, którzy to robią, doskonale wiedza, jakie dane osoby mają zasługi w sensie uwalniania Polski od tego rządu”.
- Każdy, kto wpadnie na pomysł, by podnieść rękę na prezydenta sprowadziłby na Polskę bardzo ciężki los. Oznaczałoby to spowodowanie scen, których w ostatnich latach nie obserwowaliśmy. Pan prezydent chce spokojnie realizować swoją misję - przekazał Andruszkiewicz.