Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Krzysztof  Wołodźko,
03.05.2019 19:05

Demokracja i kapitalizm. Na co nam rady pracownicze?

Instytut Spraw Obywatelskich z Łodzi zaprasza rząd premiera Morawieckiego do dyskusji o nowelizacji ustawy o radach pracowniczych. Był to projekt bardzo bliski śp. Zbigniewowi Romaszewskiemu. Niestety rady pracownicze są dziś w dużym kryzysie.

Dobra koniunktura gospodarcza, znaczny spadek bezrobocia, podniesione już kilka lat temu stawki godzinowe i polityka prorodzinna rządu, ułatwiająca Polkom i Polakom także decyzję o szukaniu lepszego zatrudnienia, sprawiły, że dość szybko zapomnieliśmy o ponurych realiach rynku pracy jeszcze sprzed kilku lat. Dziś powszechnie można odnieść wrażenie, że to pracodawcy szukają pracowników i pracownic, zarówno w niedofinansowanej budżetówce, jak i w sektorze prywatnym. Rezerwowa armia bezrobotnych, ten najtańszy zasób III PR, symbolizujący zresztą jej liczne patologie, rozpłynęła się.

Duże zmiany na rynku pracy

Dziś pracodawcy coraz częściej są zmuszeni do sięgania do tzw. głębokich rezerw. Dzięki temu na rynek pracy wracają choćby słabo wykształcone kobiety po pięćdziesiątce, wykonujące prostsze prace. Tam, gdzie brak pracowników, firmom grożą paraliż, osłabienie konkurencyjności, stagnacja i wypadnięcie z rynku. Przez lata nikt nie musiał się przejmować, że zagrożenie dla biznesu przyjdzie ze strony braku rąk do pracy i głów do myślenia. Dziś coraz więcej branż nie tyle chętnie, co wręcz rozpaczliwie rozgląda się za pracownikami z coraz dalszej zagranicy.

Relacje w pracy, relacje między pracodawcami i pracownikami wiele mówią o nas jako o społeczeństwie. Choćby to, czy umiemy współpracować, czy przedsiębiorcom zależy na inwestowaniu w rozwój pracowników, czy cenimy stabilność życiową, dość ściśle powiązaną przecież ze stabilnością zawodową. O Polakach jako społeczeństwie świadczy i to, jak na ogół wyglądają u nas relacje płacowe i zawodowe w większych i mniejszych firmach, a także w modelu B2B, czyli business to business (często opartym na współpracy samozatrudnionych z większymi podmiotami). Doświadczenia są bardzo zróżnicowane, wciąż bardzo źle bywa w branżach, które opierają się na outsourcingu i pracujących ubogich (sprzątaczki, ochroniarze).

III RP: bez szacunku do pracownika

Inna jest specyfika korporacji, inna tradycyjnych zawodów przemysłowych, które jeszcze w Polsce przetrwały, jeszcze inna w administracji publicznej i służbie cywilnej. Jest też jasne, że rozchwytywani budowlańcy mają dziś znacznie lepiej finansowo niż niejeden pracownik umysłowy średniego szczebla, ale nierzadko za cenę wiecznego pobytu poza domem i ze znacznie większym ryzykiem poważnego uszczerbku na zdrowiu.

Fasadowy w dużej mierze system aktywizacji zawodowej, świetnie ukazany przez Karolinę Sztandar-Sztanderską w książce „Obywatel spotyka państwo. O urzędach pracy jako biurokracji pierwszego kontaktu” sprzyjał emigracji zarobkowej jako jedynej strategii przetrwania oraz ucieczki przed życiową marginalizacją i beznadzieją. Swoje zrobiła też dezindustrializacja, czyli „odprzemysłowienie” Polski, na które świadomie postawił liberalny establishment III RP: całe połacie Polski B zamieniły się przez lata w rejony z bardzo marną pracą w małych firmach, w których niekiedy panowały niestety naprawdę jak najgorsze warunki pracy i płacy.

Pracownicza demokracja, podmiotowość robotników i pracownic najemnych była jednym z ważnych haseł pierwszej „Solidarności”. Jednak wraz z transformacją wszystko zostało poddane logice kapitału i logice biznesu. W praktyce przed dekady przemian doprowadziło to do osłabienia pozycji i znaczenia pracowników najemnych: ideologia napędzała negatywne trendy, takie jak wysokie bezrobocie.

Oczko w głowie Romaszewskiego

Jednym z pomysłów na zmianę relacji pracodawcy-pracownicy była ustawa o radach pracowniczych z 2006 r. (pełna nazwa to „Ustawa o informowaniu pracowników i przeprowadzaniu z nimi konsultacji”). Intensywnie promował ją śp. senator Zbigniew Romaszewski. Mówił wówczas: „Rady pracowników są elementem społeczeństwa obywatelskiego i wydaje mi się, że są one elementem bardzo znaczącym”. Romaszewski tak podsumowywał uchwalenie ustawy: „Jest w jakiś sposób przełomowa, jest to ustawa zaczynająca zupełnie nowy okres w dziejach stosunków między pracownikami i pracodawcami”.

Wiele wskazuje na to, że to prawo fasadowe, mało interesujące dla polskiego biznesu. Gdy ustawa wchodziła w życie, obejmowała ponad 33 tys. firm zatrudniających co najmniej pięćdziesięciu pracowników. Łódzka organizacja pozarządowa Instytut Spraw Obywatelskich (INSPRO), opierając się na raporcie Państwowej Inspekcji Pracy, komentuje to krótko: „Niestety przez ostatnie 13 lat rady się zwijały, a nie rozwijały. W szczytowym okresie rady pracowników działały w 3091 firmach, w 2019 r. ich liczba spadła do 528”.

Apel do Morawieckiego

Rafał Górski, szef INSPRO, którego felietony znajdą Państwo zresztą w wielu prawicowych mediach, wystosował w tej sprawie apel do premiera Mateusza Morawieckiego. Przypomina w nim, że najczęstsze grzechy pracodawców wobec rad pracowników to brak przekazywania informacji, brak konsultacji i ich niewłaściwe prowadzenie, itp. INSPRO na podstawie ogólnopolskich konsultacji społecznych przygotował projekt nowelizacji ustawy o radach pracowniczych.

Zdaniem pomysłodawców inicjatywy może ona posłużyć premierowi Morawieckiemu jako punkt wyjścia do przygotowania rządowej nowelizacji. „Potrzebujemy dobrej ustawy o radach pracowników, która wzmocni dialog społeczny pomiędzy pracownikami i pracodawcami w firmach, w których nie ma związków zawodowych. Efektem dobrego dialogu jest troska pracowników o dobro wspólne, czyli przedsiębiorstwo. Dobry dialog to większe zaangażowanie pracowników w osiąganie lepszych wyników firmy, co się przekłada też na wzmocnienie gospodarki. Przykładem mogą być Niemcy lub kraje skandynawskie” – przekonuje Rafał Górski.

Kapitalizm czy kapitalizmy?

Kwestie jakości i specyfiki rynku pracy nie kończą się na spadku bezrobocia i wzroście płac. Rzecz dotyczy także tego, jak ludzie potrafią ze sobą współpracować, jak cywilizowane są formy działania biznesu. W Polsce zarówno ultraliberałowie, jak i skrajna lewica widzą w kapitalizmie tylko logikę ekonomicznej bezwzględności. Ale to nieprawda: w znacznie dojrzalszych od polskiej gospodarkach rynkowych ceni się i realną spółdzielczość, i rady pracownicze. W kapitalizmie dobre cechy wspólnot narodowych dają bonusy także w życiu społeczno-gospodarczym.

System rynkowy nie jest wszak bytem jednorodnym, właściwie każdy kraj ma swoją specyfikę. Wiele też mówi o jakości społeczeństwa obywatelskiego w poszczególnych krajach. Jeśli narzekamy na półperyferyjny status III RP, to musimy pamiętać, że decydują o tym często niuanse. Wiadomo, że liberalna opozycja nie zainteresuje się tematem rad pracowniczych, bo to ciasno myślący ultraliberałowie. Ale obecny rząd naprawdę powinien zapoznać się z pomysłem Instytutu Spraw Obywatelskich.

NAJNOWSZE