Pytanie na śniadanie” ogląda średnio ponad 300 tys. widzów. Jak na obecną mizerię w TVP, to nawet niezły wynik. Wielu odbiorców śledzi program od lat z przyzwyczajenia, do porannej kawy – nie zdając sobie sprawy, że wykorzystuje się go również jako maszynkę do zagarniania pieniędzy podatników. Bo tak wygląda w skrócie umowa między telewizją w likwidacji a MSWiA. TVP ma otrzymać 5,42 mln zł za emisję wyznaczonych tematów i wytypowanych gości dotyczących ochrony cywilnej w paśmie 16 audycji – opisał „Presserwis”. Tematyka ma opierać się na „Poradniku bezpieczeństwa” – broszurce przedstawianej niczym wiekopomne odkrycie, w której znajdziemy m.in. wskazówki, jak zachować się w przypadku blackoutu lub co zapakować do plecaka ewakuacyjnego. Kilkudziesięciostronicowy poradnik kosztował ok. 67 mln zł, a jego napisanie zlecono bez transparentnego przetargu – w tym blisko 9 mln zł pochłonęła akcja promocyjna.
Mimo że teoretycznie każdy mógł zaznajomić się z poradami na wypadek kryzysu, bo poradnik lądował w każdej skrzynce na listy, MSWiA jest ewidentnie niezadowolone z promocji i prześmiewczych komentarzy, które wywołał. Stąd zapewne pomysł na dotowanie „czystej wody” pod płaszczykiem szczytnego celu, jakim jest edukacja obywateli. Dokładnie tak kwestię umowy przedstawia rzecznik resortu Marcina Kierwińskiego Karolina Gałecka, która jak zwykle nie dostrzega jakiegokolwiek problemu, a z krytyków robi hejterów.
Nie trzeba dodatkowych pieniędzy
Spieszę więc z wyjaśnieniami. Media publiczne – nawet w fikcyjnej likwidacji – mają misję. A ta według ustawy o radiofonii i telewizji zakłada m.in. „tworzenie i rozpowszechnianie programów ogólnokrajowych, programów regionalnych, programów dla odbiorców za granicą w języku polskim i innych językach oraz innych programów realizujących demokratyczne, społeczne i kulturalne potrzeby społeczności lokalnych”. Na promowanie treści z „Poradnika bezpieczeństwa” rząd nie powinien dodatkowo łożyć – TVP jest wyjątkowo hojnie dotowana ze środków publicznych.
Prześledziłem dostępne źródła dotyczące kwot wypłacanych TVP, Polskiemu Radiu i PAP. Pamiętam, jak politycy ówczesnej opozycji szczuli, nakręcając nienawiść wśród fanatycznych wyborców, jak to prawica wraz z prezydentem Andrzejem Dudą zabiera środki na leczenie onkologiczne dzieci, by pompować kasę w media rządowe. Do tych słynnych cytatów jeszcze przejdziemy. Okazuje się, że po podliczeniu kwot z budżetu rok po roku, na dziś jest to ok. 5,86 mld zł! Problemem były jednak 3 mld zł za rządów PiS.
Z zestawień, które publikowały Wirtualne Media, wynikało, że w 2024 r. TVP otrzymała z budżetu 1,851 mld zł, Polskie Radio – 285,2 mln zł, a 17 rozgłośni regionalnych – 205,6 mln zł. Łącznie jest to 2,341 mld zł. PAP uzyskała w tym czasie 22 mln zł – podobnie było w latach kolejnych. W 2025 r. rząd był nieco skromniejszy – na konto TVP przelano 1,656 mld zł, Polskiego Radia – 208,388 mln zł i 206,612 mln zł na regionalne ośrodki radia. Dało to sumę 2,071 mld zł. Na media publiczne w tym roku poszło na razie 1,45 mld zł, a wciąż są one w sztucznie podtrzymywanej likwidacji. Czy ktoś potrafi racjonalnie wytłumaczyć, dlaczego w tych kwotach nie można promować aspektów związanych z bezpieczeństwem?
Nie ma pieniędzy na onkologię, są na TVP
W trakcie kampanii wyborczej 2023 r. politycy KO nie tyle krytykowali dotowanie mediów publicznych, ile twierdzili, że trzeba te pieniądze zabrać i natychmiast przeznaczyć na onkologię oraz psychiatrię dziecięcą. Urządzono wielomiesięczną kampanię, w której zasłużona krytyka mieszała się z absurdem i potokiem obelg. Po pierwsze dlatego, że niczego pacjentom nie zabrano, a wręcz przeciwnie – obok pieniędzy na TVP, Polskie Radio i PAP utworzono choćby Fundusz Medyczny na wsparcie pacjentów potrzebujących drogich leków i terapii. Dziś NFZ tonie w długach, zamykane są oddziały, latem w wielu szpitalnych salach z dziećmi po zabiegach panowały tropikalne temperatury, a jeśli ktoś nie jest partyjnym działaczem, to nie może liczyć na przyspieszoną ścieżkę leczenia.
Koalicja rządowa, również ustami redaktora Marka Czyża, zapowiadała zupełną zmianę standardów i „czystą wodę”. Zamiast tego utrzymujemy medialnego trupa, którego mało kto chce oglądać, posuwającego się coraz dalej w propagandzie – rekord służalstwa pobito w ubiegłorocznej kampanii prezydenckiej – i zatrudniającego część redaktorów, których negatywnie zweryfikowały tak rynek, jak i oglądalność (np. w tworze, jakim była Nowa TV).
Szumne deklaracje
– Kłamstwo szerzą za publiczne pieniądze. 3 mld zł na telewizję publiczną, która szczuje, kłamie i manipuluje. I mam dla was świetną wiadomość. 15 października z tym skończymy, a te 3 mld pójdą na leczenie chorych na raka – obiecywała podczas jednego z wieców wyborczych Agnieszka Pomaska.
Marcin Kierwiński, który utrzymuje kroplówką medialny oręż koalicji, deklarował w listopadzie 2023 r.: „To nie zmienia naszych planów, tylko wzmaga determinację, żeby żądnych pieniędzy publicznych, żądnych brudnych interesów odsunąć jak najszybciej. Przecież to jest kompromitacja”.
Donald Tusk zapowiadał w kampanii wyborczej: „Zaprzestaniemy natychmiast finansowania propagandy i tej machiny kłamstwa, propagandy, jaką jest TVP Info i telewizja publiczna w tym wymiarze politycznym”. – Zamiast 3 mld zł na media publiczne dodatkowe środki trafią na psychiatrię i onkologię dziecięcą – dodawał. Złamał jedną ze swoich „obietnic” tuż po powrocie do władzy, gdy niemal natychmiast po przejęciu władzy ruszyły przelewy. Z kolei w grudniu 2023 r. oświadczył: „Nie ma żadnego powodu, żeby telewizja publiczna kosztowała miliardy złotych polskiego podatnika”. Cóż, kosztowała, i to blisko 6 mld zł – podczas gdy na ochronę zdrowia ciągle brakuje pieniędzy, dług publiczny rośnie i coraz większe grono ekonomistów doradza szefowi rządu zaciskanie pasa kosztem obywateli. Dzieci chore na nowotwory były tylko kampanijną tarczą, dzięki której udało się wrócić do władzy. Retorycznie wykorzystane przez polityków i porzucone.