Blaga lokaja

Trudno przypuścić, by sami politycy POstkomuny wierzyli w ziszczenie obietnic składanych wyborcom. Kłamstwo wychyla się bowiem niemal z każdego z tych „stu konkretów”, które ostatnio przedstawili.

A w znakomitej większości żadnego z „konkretów” nie da się zrealizować w pierwszych stu dniach ewentualnych rządów Tuska. Znacznej części z pewnością nie zrealizują także w kolejnych setkach dni, gdyby nie daj Panie Boże przyszło im wrócić do władzy. Znaczące podwyżki dla nauczycieli, plus podwyżki dla całej sfery budżetowej, plus obniżenie podatków, plus „babciowe”, plus mnóstwo kolejnych wydatków z budżetu zapowiadanych przez Donalda Tuska w ostatnią sobotę, a przy tym przecież – jak twierdzą – zostaną utrzymane dotychczasowe programy społeczne – to po prostu pic na wodę-fotomontaż. Wygląda na to, że POstkomuna wierna jest zdaniu jednego ze swoich polityków zarejestrowanych na taśmach z „Sowy i przyjaciół” – obietnice wyborcze zobowiązują tylko tego, kto w nie wierzy. Zapowiedzi ogromnych wydatków budżetowych w żaden sposób nie są uzupełnione przez POstkomunę informacją o konkretnych rozwiązaniach finansowych – nie mówi, jak sfinansuje ten swój rzekomy program. Na dodatek kompletnie lekceważy tę część swego elektoratu, któremu wpajała do tej pory, że programy społeczne to rozdawnictwo, a każde wsparcie rodzin jest „hodowaniem darmozjadów”. Jak się wobec tego odnajdą ci wszyscy liberalni propagandyści POstkomuny z mediów i z biznesu – Bóg raczy wiedzieć.

Ale nie tylko łatwe rzucanie propozycjami bez pokrycia w twardej monecie to oczywisty blef POstkomuny. Także zapowiedź o liberalizacji prawa aborcyjnego można włożyć między bajki. Nawet jeśli PO uchwaliłaby nowe prawo proaborcyjne, to przecież każdy polityk wie, że będzie ono musiało być uznane za niezgodne z konstytucją. Wynika to nie tylko z orzecznictwa Trybunału Konstytucyjnego z ostatnich lat, ale także z jego poprzednich składów, poczynając od Trybunału pod przewodnictwem prof. Zolla. Żeby dopuścić aborcję na życzenie, trzeba zmienić konstytucję – o tym jednak politycy POstkomuny nie mają zamiaru już mówić swoim wyborcom. Warto też zauważyć, że ewentualną ustawę z pewnością zawetowałby obecny prezydent Andrzej Duda – a do odrzucenia weta prezydenta potrzeba większości, o której totalni już w ogóle nie mogą nawet pomarzyć. Zatem – kłamią, grając sprawą aborcji wobec młodszego liberalno-lewicowego elektoratu. Ale warto przyjrzeć się połączeniu dwóch rzeczy – zapowiedzi dopuszczenia aborcji na życzenie oraz finansowania z budżetu państwa zabiegów in vitro. Gdyby te zapowiedzi zrealizować, oznaczałoby to nie tyle „szczęście dla rodzin, które nie mogą mieć dzieci”, jak obłudnie mówią totalni, ile wielkie żniwa dla klinik in vitro. Zakaz aborcji na życzenie i wykreślenie przesłanki o nieodwracalnym uszkodzeniu płodu umożliwiającej aborcję – ograniczają ich działalność. Przed laty było bowiem tak, że dopuszczano do zabiegów in vitro nawet wtedy, gdy były wątpliwe wskazania medyczne – bo przecież jak się nie uda, to można taki płód usunąć, argumentowano pacjentkom. Dofinansowanie z budżetu państwa powodowało, że im więcej zabiegów, tym lepiej – zysk dla kliniki był oczywisty. Warto więc przyjrzeć się w tym kontekście sponsorom POstkomuny – czy któryś z biznesmenów finansujących partię Tuska nie ma czasem klinik in vitro. Dodam jednak, że nie jestem przeciwniczką in vitro, uważam, że faktycznie w wielu przypadkach to jedyna szansa na potomstwo i w obecnej sytuacji prawnej w Polsce jest to metoda prowadzona w sposób ucywilizowany. Propozycje PO, gdyby jakimś złym zrządzeniem losu udało jej się wrócić do władzy, mogą to zniszczyć. To w istocie gra mająca na celu rozwój biznesu, a nie dobro pacjentów.

Trudno potraktować poważnie którąkolwiek z obietnic PO – widać wyraźnie, że nadal uważają, iż kłamstwo jest skuteczną metodą polityczną, nic a nic się nie nauczyli przez lata w opozycji. Jedna tylko zapowiedź może być bliska prawdy – ale i to pewnie nie w kilka dni po ewentualnej wygranej Tuska – odblokowanie KPO. Tu można uwierzyć POstkomunie, że tak się umówiła z rządzącymi w Komisji Europejskiej w swej grze przeciw Polsce. Póki nie wrócą do władzy, środki te będą zamrożone. Ten wprost wyrażany dyktat innych państw wobec polskich obywateli powinien być powodem do kłopotliwego zażenowania polityków opozycji – zdradza bowiem ich sposób myślenia lokaja europejskich, a precyzyjniej mówiąc – niemieckich elit politycznych. Tusk jednak się tym chełpi – mówi wprost: póki nie rządzę, pieniędzy nie dadzą. Mentalność niewolnika nie może jednak prowadzić do zwycięstwa w wyborach w Polsce – dlatego miedzy innymi Tusk i jego formacja przegrają.

 



Źródło: Gazeta Polska

#Gazeta Polska

Joanna Lichocka
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo