Dukovany, cztery reaktory, niemal 200 kilometrów od polskiej granicy. Elektrownia działa nieprzerwanie od 1985 roku i dziś dostarcza około jednej trzeciej całej energii elektrycznej zużywanej w Czechach. To nie jest jednak historia o starej elektrowni, która jeszcze chwilę popracuje i zostanie zamknięta. Nasi południowi sąsiedzi postanowili podwoić stawkę.
Kontrakt podpisany, w grze 19 miliardów dolarów
Po zakończeniu sporów prawnych i przetargowych, już w czerwcu 2025 roku Czechy podpisały kontrakt na budowę dwóch nowych bloków jądrowych przy Dukovanach. Wykonawcą jest południowokoreańska firma KHNP, która pokonała w przetargu francuski EDF i amerykański Westinghouse. Wartość kontraktu to 407 miliardów koron czeskich, czyli ponad 19 miliardów dolarów. Budowa ma ruszyć w 2029 roku, a pierwszy nowy reaktor przejść próbny rozruch w 2036. Drugi blok ma być gotowy rok lub dwa później. Łączna moc obu nowych jednostek wyniesie 2400 megawatów. Tylko w samym 2026 roku ČEZ wyda na modernizację istniejących bloków Dukovan 4,4 miliarda koron, czyli około 180 milionów euro.
[polecam: https://niezalezna.pl/polska/pol-kilometra-od-polskich-domow-czesi-chca-wydobywac-kaolin/565733]
To jednak nie wszystko. Nowe bloki w Dukovanach to dopiero połowa czeskiego planu. Umowa z KHNP zawiera opcję na budowę kolejnych dwóch reaktorów w elektrowni Temelin, znajdującej się w Czechach Południowych. Jeśli opcja zostanie wykonana, Czechy będą miały łącznie sześć nowych bloków jądrowych. W takim scenariuszu energia atomowa może pokryć ponad połowę krajowego zapotrzebowania na prąd.
Małe reaktory, ale wielkie plany
Czesi nie poprzestają jednak na dużych reaktorach. W październiku 2024 roku ČEZ nabył 20 procent udziałów w brytyjskiej spółce Rolls-Royce SMR i podpisał strategiczne partnerstwo w celu budowy małych reaktorów modułowych o łącznej mocy do 3 gigawatów. W kwietniu 2026 roku obie firmy podpisały kontrakt na wczesne prace przygotowawcze pod budowę pierwszego SMR na terenie elektrowni Temelin. Prezes ČEZ Daniel Beneš zapowiedział, że firma liczy na uzyskanie wszystkich pozwoleń do 2030 roku. Pierwszy czeski SMR ma być, według słów Beneša, drugim reaktorem tego typu zbudowanym przez Rolls-Royce w Europie, zaraz po planowanym projekcie w Wielkiej Brytanii. Każdy blok Rolls-Royce SMR ma dostarczać 470 megawatów mocy, wystarczająco dużo, żeby zasilić setki tysięcy domów przez co najmniej 60 lat.
Polska patrzy, jak reszta buduje
Co to oznacza dla Polski? Przede wszystkim jedno - gdy w 2035 roku Polska planuje uruchomienie pierwszego własnego reaktora w Choczewie, Czesi będą już rozruch kończyć, nie zaczynać. Różnica w cenach energii elektrycznej, i tak już odczuwalna, może się pogłębić. Przemysł energochłonny, który dziś waha się między Polską a Czechami przy wyborze lokalizacji, będzie miał kolejny argument po stronie południowych sąsiadów.
Czeski atom to też sygnał dla całego regionu. Na budowę nowych reaktorów stawiają Węgry, Słowacja i Rumunia. Polska, otoczona atomowym pierścieniem, wciąż jest na etapie przygotowań do złożenia dokumentacji. Pytanie, czy zdążymy, zanim tania czeska energia zacznie kształtować ceny na całym środkowoeuropejskim rynku energii, pozostaje bez odpowiedzi. Ale coraz trudniej je ignorować.