Clifford Chance i kagiebiści od remontu Tu-154 » czytaj więcej w Gazecie Polskiej! Więcej »

Będą czytać jeszcze mniej

Trudno oprzeć się wrażeniu, że z każdym kolejnym pomysłem, każdą decyzją nowej minister edukacji można mieć coraz więcej obaw o to dokąd doprowadzą polską szkołę jej „eksperymenty”, bo trudno nazwać jej poczynania inaczej niż niebezpiecznymi eksperymentami na tak delikatnym organizmie jak uczniowie. Można być pewnym, że kiedy Barbara Nowacka się za coś weźmie, efekt będzie opłakany. Po idei likwidacji prac domowych i atakach na szkolną katechezę przyszedł czas na „odchudzanie podstaw programowych”, w tym majstrowanie przy liście lektur w szkole podstawowej i ponadpodstawowej.

Dziwnym trafem Pani minister uznała za zbędne książki o zabarwieniu patriotycznym lub religijnym, choć oczywiście nie tylko. Nie ma wątpliwości, że polscy uczniowie czytają coraz mniej, coraz częściej natomiast sięgają po streszczenia. Oczywiście 20-30 lat temu bryki były obecne w polskiej szkole, ale jednak proporcje czytających książki w całości, a bryki wyglądały zupełnie inaczej niż dziś. Widać to doskonale na przykładzie szkolnych lektur, ale nie tylko. Na usta ciśnie się pytanie: dlaczego tak się dzieje? Wbrew pozorom nie dlatego, że np. szkolne lektury (w szkole podstawowej) są fatalnie dobrane, nudne i obce dla młodego czytelnika, choć mogłoby być więcej tekstów współczesnych. Powodów jest wiele. Brakuje w naszym systemie oświaty strategii rozwoju czytelnictwa, coraz mniej czytają dorośli Polacy, coraz większą rolę odgrywają dziś media, część książek z kanonu jest dla młodych za trudnych, obcych np. ze względu na niezrozumiały język. Nie uważam, żeby obecny kanon lektur dla szkoły podstawowej był doskonały, zresztą takowy pewnie nie istnieje, ale nie jest tak, jak twierdzą niektórzy, że wszystkiemu winny jest kanon, bowiem sporo zależy od nauczyciela, który powinien w każdym roku zaproponować uczniom co najmniej dwie pozycje uzupełniające spoza kanonu (wkrótce ma być tylko jedna).

Ostre cięcie Barbary Nowackiej

W sytuacji, kiedy uczniowie mało czytają oczywiście należałoby się zastanowić, na ile zmienić kanon lektur, które z nich faktycznie należałoby pożegnać, a jakimi pozycjami je zastąpić. Wątpię, żeby „odchudzenie” listy lektur spowodowało większą świadomość wartości książek i sprawiło, że młodzi będą chętniej czytać. Czy usunięcie z listy lektur obowiązkowych „W pustyni i w puszczy”, która jest książką wartościową i chętnie czytana przez dzieci, sprawi, że młodzi Polacy będą mieli większą świadomość czytelniczą? Nie tędy droga Pani minister. Efekt będzie raczej taki, że polscy uczniowie, którzy czytali mało, będą czytali jeszcze mniej.

Inna sprawa, to klucz, którym kierowało się Ministerstwo w owych cięciach. Biblijna przypowieść o siewcy, pieśni patriotyczne, „Pan Tadeusz” czytany tylko we fragmentach, wyrzucenie „Syzyfowych prac”, „Reduty Ordona”, „Śmierci Pułkownika”, „Quo vadis”, a w szkole średniej „Pieśni nad pieśniami”, „Legendy o św. Aleksym”, a z poziomu rozszerzonego m. in. utworów św. Tomasza, św. Augustyna czy Jana Pawła II . Wystarczy nawet pobieżnie przyjrzeć się tym pozycjom, a rzuca się w oczy, że książki o zabarwieniu patriotycznym i religijnym znikają w dość dużej reprezentacji i trudno uznać to za przypadek. Co w zamian?

Problem polega na tym, że w zamian ministerstwo proponuje jedynie roszady na liście lektur uzupełniających. I choć na tej (w szkole podstawowej) pojawiło się kilka wartościowych propozycji, które mogą zainteresować uczniów, to trudno mieć złudzenia, że jedna książka wybrana z niej przez cały rok w znaczący sposób wpłynie na czytelnicze zamiłowania dzieci i młodzieży. Barbara Nowacka nie tylko nie ma pomysłu na rozwiązanie problemu czytania szkolnych lektur, ale wręcz go pogłębi. Uczniowie będą czytać jeszcze mniej. Druga sprawa, to klucz tego cięcia. Wyrzucenie z kanonu ważnych książek o charakterze patriotycznym i religijnym ma na celu wychowanie „nowoczesnego” Polaka, który ma wzrastać w oderwaniu od własnej tożsamości. To też część szerszego planu okrojenia podstawy programowej z języka polskiego, planu krytykowanego przez polonistów i ekspertów oświatowych. Ci wskazują wiele bezzasadnie usuniętych treści (np. wykreślenie umiejętności rozpoznawania tekstu publicystycznego czy porównywania doświadczeń bohaterów literackich z własnymi). W istocie błędem jest w ogóle założenie jakby podstawa programowa z języka polskiego (przynajmniej w szkole podstawowej) była zbyt rozbudowana. Demolka polskiej szkoły dopiero się zaczęła. Dziś niestety nie widać, co będzie na końcu tej drogi.

 



Źródło: niezalezna.pl

#lektury #Polska #edukacja #nauka #szkoła

prenumerata.swsmedia.pl

Telewizja Republika

sklep.gazetapolska.pl

Wspieraj Fundację Niezależne Media

Chcesz skomentować tekst? Udostępnij treść i skomentuj w mediach społecznościowych.
Leszek Galarowicz
Wczytuję ocenę...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo