Od 13 grudnia 2023 roku było wiadomo, że patchworkowa koalicja będzie się deprecjonować i zużywać w tempie ekspresowym. Było oczywiste, że politycy obozu władzy mają sprzeczne interesy i prędzej czy później zaczną sobie skakać do gardeł. Efekt jest taki, że nieważne, jak słabym ministrem jesteś, to i tak nim będziesz, bo ważniejsza jest jedność niż kompetencje. Dzisiaj gdybyśmy chcieli robić sensowną rekonstrukcję rządu, to w zasadzie nie wiadomo, od kogo trzeba by zacząć. Może od Krzysztofa Gawkowskiego, który nie potrafi sobie poradzić z problemem wycieku danych medycznych prawie 19 mln rodaków? A może od pełnomocniczki ds. wizerunku Polski Barbary Mróz-Gorgoń, która stworzyła raport za publiczne pieniądze i jest on tak dobry, że jej zdaniem nigdy nie powinien ujrzeć światła dziennego.
Sama jego treść sugeruje zaś, że został napisany przez sztuczną inteligencję. W peletonie żenady jest jeszcze minister, były pełnomocnik ds. odbudowy po powodzi, który stworzył tak przepisy, że na odbudowie po katastrofie obłowili się działacze KO. Jest jeszcze minister zdrowia obserwująca upadający NFZ. W końcu może jednak na dymisję najbardziej zasłużył Stefan Krajewski, który w czasie gdy rolnicy popełniają samobójstwa, nie widząc sensu dalszego życia przez upadające gospodarstwa, zajmuje się tym, kto i co lajkuje w mediach społecznościowych. Naprawdę kogokolwiek się weźmie z tego rządu, to mówimy o kompromitacji. Jest jednak pewne, że będą trwać.
Zapewniają bowiem jedność. Spirala będzie się dalej nakręcać, bo politycy obozu władzy stracili samokontrolę. Należy się więc spodziewać, że będzie jeszcze bardziej głupio i jeszcze drożej.
#GazetaPolska | Co wiemy, a czego nie wiemy o wielkim wycieku danych
— Gazeta Polska - w każdą środę (@GPtygodnik) August 28, 2026
Czytaj » https://t.co/Ycs2D3qge2 pic.twitter.com/MH8SLj6y89