Dziś już wiemy (oficjalne dane GUS), że bezrobocie w sierpniu skoczyło do 5,9 proc. wobec 5,8 proc. w lipcu. Wzrost nie jest duży, ale – w kontekście powyższego – znaczący. Wiele wskazuje na to, że do końca roku przekroczymy próg 6 proc. Dodajmy do tego horrendalny wzrost cen paliw i wyraźny skok inflacji. Zdaję sobie sprawę, że makroekonomia, szczególnie w tak gorącej rzeczywistości geopolitycznej i geoekonomicznej, nie jest do ogarnięcia kilkoma ustawami. Warto jednak zwrócić uwagę, że liberalni eksperci są dziś dziwnie oszczędni w krytykach. Podobnie guru transformacji Leszek Balcerowicz, który za rządów PiS przy byle okazji grzmiał, że prawica sprowadzi na Polskę katastrofę budżetową. Dziś naczelny neoliberał III RP jest zaskakująco powściągliwy w opiniach, choć to jego polityczni pupile wykańczają kraj. Nie jestem jednak zdziwiony: najbogatszym w kraju Tuska żyje się bardzo dobrze. A że mniej zamożni i klasa średnia na kredyt właśnie lecą na zderzenie ze ścianą? „Demokracja”, czyli rządy „elit”, wymaga ofiar.