Teoretycznie powinni robić swoje, ale jak tu normalnie pracować, skoro ich szefem jest skrajnie upolityczniony Waldemar Żurek, którego to zdesperowana prokuratura nie zawahała się nawet wszcząć upolitycznionego śledztwa w sprawie I prezesa Sądu Najwyższego Zbigniewa Kapińskiego, bo ten sędzia nie chciał słuchać rozkazów od polityków? Co mają robić ci biedni prokuratorzy? Przecież żona, dzieci, kredyt, leasing – można mnożyć. Emil Jędrzejewski najpierw odmówił składania zeznań bez pełnomocnika – bo dobrze wiedział, że mówiąc, co miał wyrabiać partyjny kacyk Dawid Kacprzyk w Szpitalu Południowym, sam staje się obiektem wściekłej machiny KO. Tusk pozwolił sobie na rzecz haniebną, a mianowicie ocenił wiarygodność świadka jako „wątpliwą”. I to ci biedni prokuratorzy chyba zrozumieli: jak kryptodyktator tak mówi, to chyba trzeba iść w kierunku skręcenia sprawy właśnie pod tym pretekstem. Ale teraz? Jędrzejewski odpowiedział na wszystkie pytania w czasie dziewięciu (!) godzin zeznań, które sama prokuratura nazwała „bardzo produktywnymi”. A Tusk milczy. Co robić?
A Donald Tusk milczy
Co teraz mają zrobić ci biedni prokuratorzy, skoro Tusk nie powiedział im, czy świadek Emil Jędrzejewski jest obecnie wiarygodny, czy też nie bardzo? Co robić?