Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Stanisław Bukowski,
10.01.2016 14:54

Kolędy u Lutosławskiego

W przeddzień święta Trzech Króli w studiu radiowym im. Witolda Lutosławskiego wystąpił zespół Jana Karpiela-Bułecki.

W przeddzień święta Trzech Króli w studiu radiowym im. Witolda Lutosławskiego wystąpił zespół Jana Karpiela-Bułecki. Koncert kolędowy „Podhalańska pastorałka” zorganizował Program Drugi Polskiego Radia, a ściślej rzecz biorąc niezastąpione pod tym względem Radiowe Centrum Kultury Ludowej.

Trwają zapusty, szalone dni, podczas których niegdyś trwały tańce, hulanki, swawole, a od dworu do dworu pędziły kuligi. W wiejskich karczmach tańczono i pito do upadłego. Był to przecież czas jedynych w roku zabaw. Od Nowego Roku do ostatkowego wtorku. Z przerwą na święto Trzech Króli i Matki Bożej Gromnicznej. Teraz to wszystko zglajszachtowało się i spsiało. Bawimy się przez cały rok z czterdziestodniowym Wielkim Postem włącznie, ale ta zabawa jest byle jaka i nie ma nic wspólnego z owymi „szalonymi dniami” czy tłustym czwartkiem, gdy na ulicach Krakowa podpite przekupki polowały na nieżonatych mężczyzn, którzy musieli wykupywać się wódką. Teraz stać nas zaledwie na zajęcie kolejki w cukierni po kilka pączków. Mięso, ze szczególnym uwzględnieniem wieprzowej szynki, jemy codziennie, chyba że jako praktykujący katolicy robimy przerwę w piątki. Nieliczni już niepoprawni tradycjonaliści urządzają dzień bezmięsny również w Wigilię. Tyle tylko, że jeśli nie przeżywamy prawdziwego postu, nie przeżyjemy też prawdziwej zabawy. 

Autentyczny obyczaj

Jak to pisał Mickiewicz w „Dziadach”: „Bo słuchajcie i zważcie u siebie, / Że według Bożego rozkazu: / Kto nie doznał goryczy ni razu, / Ten nie dozna słodyczy w niebie”. Na szczęście istnieją jeszcze enklawy, w których przechowuje się starodawny obyczaj. Gdzie kultywowane są zwyczaje przekazywane z dziada pradziada. Tak jest w niektórych regionach Polski, a dostrzec je można jako pewną prawidłowość wśród górali. Dotyczy to zarówno gwary, ubioru, śpiewu i muzyki, jak i przestrzegania pewnych wartości. Dzięki nim autentyczny obyczaj nie zmienia się w powierzchowny i płytki obraz pewnej zbiorowości na użytek turystów i mediów. Góralskich portek nie zamawia się w Chinach, tylko produkuje z gryzącej ciało owczej wełny. Muzykę góralską, sposób grania i śpiewu wynoszą górale tatrzańscy z rodzinnego domu. Z kołyski. A że niekłamana autentyczność przyciąga prawdziwych artystów, nic dziwnego, że skala góralska, muzyka podhalańska odegrała ogromną rolę w twórczości Karola Szymanowskiego i jego następców. 

Wróćmy wszakże do koncertu Jana Karpiela-Bułecki w studiu radiowym. Sam prymista, śpiewak i multiinstrumentalista działa „na niwie” od kilkudziesięciu lat. Z zawodu architekt, wspaniały projektant domów, wykładowca, a zarazem budowniczy instrumentów i specjalista od nut wierchowych, ozwodnych, krzesanych i zbójnickich. Ale co ciekawe, także jeden z najlepszych wykonawców… polek góralskich. Syn Bolesława, także znanego skrzypka, gawędziarza, artysty stolarza, znawcy kultury Podhala. 

Kolędy nie do kościoła

Czym jest Skalne Podhale? To region obejmujący kilkanaście miejscowości od Chochołowa, poprzez Kościelisko, Zakopane, Ząb, Poronin, Biały Dunajec, Szaflary, aż po Bukowinę Tatrzańską. Muzyka, śpiew i taniec tego regionu utrzymują swoją odrębność w stosunku do sąsiednich regionów – Orawy i Spisza. Na czym ona polega? Między innymi na instrumentarium. Tworzą ją instrumenty pasterskie oraz instrumenty smyczkowe. Od setek lat używano na Podhalu piszczałek pojedynczych, podwójnych, trombit i rogów. Popularna była też koza, czyli tutejsze dudy. Muzyka góralska, jak nazywa się podhalańską kapelę, składa się ze skrzypiec prymujących, kilkorga skrzypiec sekundujących oraz małych basów, czyli wiolonczeli. Oczywiście najważniejszą postacią jest prymista. On bowiem podaje melodię i ogrywa ją w charakterystyczny dla siebie, oryginalny sposób. Także styl sekundowania w muzyce Skalnego Podhala jest odmienny od sekundowania na Orawie czy Spiszu. Melodie góralskie, zwane nutami, oparte są, jak już wspomniałem, na skali podhalańskiej, z podwyższonym czwartym stopniem, która powoduje odmienność i oryginalność tej muzyki. Śpiew mężczyzn wyróżnia się falsetowym rejestrem. Kobiety natomiast śpiewają głosem naturalnym, tzw. białym. Charakterystyczna jest także niezależność tekstów pieśni od melodii. Do tej samej melodii można bowiem śpiewać całkowicie różne i odmienne w charakterze teksty. Jak to mówił Jan Karpiel-Bułecka, nawet słowa niektórych kolęd nie nadają się do kościoła. Podobnie jak sceny odgrywane onegdaj przez kolędników wędrujących po wsi z gwiazdą i kilkoma charakterystycznymi postaciami – Herodem, Żydem czy turoniem. Podobno można jeszcze gdzieniegdzie spotkać kolędników. Ale czy to cepelia czy autentyk? Trudno powiedzieć, bo gdzie są dzieci, którym chciałoby się wędrować po mrozie za garść cukierków. Nie łatwiej wybrać się po nie do Biedronki? 

Przyroda jest wieczna

Jedyne, co oprócz muzyki, stroju, gwary i obyczaju góralskiego pozostało (i miejmy nadzieję pozostanie jeszcze długo), to przyroda Tatr Wysokich, Skalnego Podhala. Jak opisywał te okolice niejaki Ludwik Zejszner w 1844 r.: „Dolina Kościeliska jest podług mego zdania najpiękniejszą ze wszystkich tatrowych, a gdy ją porównywam z najsłynniejszymi alpejskimi w Szwajcarii i Tyrolu, nie mogę równej znaleźć co do wspaniałości widoków, szczególnego kroju skał, które ją otaczają, i tego niezrównanego wdzięku, którego piórem kreślić niepodobna. Jeśli niepospolitymi pięknościami odznaczają się doliny Val di Fassa w Tyrolu południowym albo dolina Agno pomiędzy Recoaro i Valdagno w Alpach Wicentyńskich albo sławna dolina Chamounix w Sabaudii, tyle przez podróżnych zwiedzana, to dolina tatrowa posiada tyle wdzięku, że się z wszystkimi równać może. Kto raz widział Kościeliską Dolinę dobrze oświetloną promieniami słońca, widział, co jest najpiękniejszego na świecie; nie można sobie wyobrazić, wymarzyć coś piękniejszego i doskonalszego od niej”. Autor zachwyca się też Czarnym Stawem, Kalatówkami, Zakopanem, Białym Dunajcem, Morskim Okiem… Zapewne w pierwszej połowie XIX w. okolice te wyglądały zgoła odmiennie. Inni też byli ludzie. Ale nuty góralskie brzmiały podobnie, a może identycznie. Zachowajmy muzykę góralską dla następnych pokoleń. Niech nie zginie w powodzi bylejakości, „muzy” lejącej się z milionów odbiorników, w słuchawkach podłączonych do smartfonów, z głośników w supermarketach. Ocalmy w ten sposób naszą tożsamość.

Pomaga nam w tym Program 2 Polskiego Radia i Radiowe Centrum Kultury Ludowej. Ich nagrania, festiwale i konkursy.

A przy okazji koncertu kolędowego w Polskim Radiu chciałbym złożyć najserdeczniejsze życzenia dwóm niezwykłym postaciom związanym od kilkudziesięciu lat z radiowymi studiami i salami koncertowymi. 

To Lech Dudzik, obchodzący czterdziestolecie pracy jako najdoskonalszy reżyser dźwięku, oraz Jan Chomka, muzyk, który od czterdziestu pięciu lat zajmuje się jako pracownik techniczny organizacją koncertów i nagrań. Bez niego w Studiu im. Witolda Lutosławskiego wszystko posypałoby się jak marynarskie bierki. Przypominam o tych dwóch zasłużonych pracownikach Polskiego Radia, bo nikt z ich przełożonych o tym nie pomyślał. Na szczęście to prezesi przemijają.

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane