Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Stanisław Bukowski,
09.08.2015 20:14

Trzeba jechać do Wrocławia

Wydarzeniem muzycznym września będzie organizowane przez Narodowe Forum Muzyki „Wratislavia Cantans”. To jedna z najważniejszych imprez cyklicznych tego typu w Europie.

Wydarzeniem muzycznym września będzie organizowane przez Narodowe Forum Muzyki „Wratislavia Cantans”. To jedna z najważniejszych imprez cyklicznych tego typu w Europie.

Zanim rozpocznie się 50. jubileuszowy Międzynarodowy Festiwal „Wratislavia Cantans”, 4 września otwarte zostanie Narodowe Forum Muzyki we Wrocławiu. To instytucja pod wieloma względami interesująca i wielowymiarowa. Bowiem to nie tylko budynek z salami koncertowymi, ale i przedsiębiorstwo koordynujące działalność jedenastu zespołów instrumentalnych i wokalnych – orkiestr, chórów i zespołów kameralnych. Także instytucja organizująca festiwale oraz projekty edukacyjne dla dzieci i młodzieży, wydająca pismo muzyczne. Ale jeszcze wcześniej, bo od połowy sierpnia, we Wrocławiu odbędzie się organizowany przez NFM festiwal „Forum musicum 2015”, cykl pięciu koncertów pod tytułem „Musica recitata”.

Konkurując z Sopotem

Niewątpliwie najważniejszym wydarzeniem organizowanym przez Narodowe Forum Muzyki jest jednak „Wratislavia Cantans”. To jedna z najważniejszych imprez cyklicznych tego typu w Europie. Powstała w 1966 r. z inicjatywy Andrzeja Markowskiego, dyrygenta i kompozytora. I Festiwal Oratoryjno-Kantatowy „Wrocław śpiewający” odbywał się w pamiętnym roku milenijnym. Ówczesnym władzom z jednej strony festiwal odwołujący się do polskości Wrocławia był bardzo na rękę, z drugiej zaś fakt, że muzyka tu prezentowana miała najczęściej charakter religijny, powodował nieufność i rezerwę w stosunku do pomysłodawców i organizatorów. Toteż, aby ograniczyć popularność i zasięg „Wratislavii”, wybrano dla niej termin najbardziej niesprzyjający, czyli koniec sierpnia. Koniec wakacji, ale przede wszystkim czas festiwalu sopockiego. Czym wówczas dla Polaków był festiwal piosenki w Sopocie, pamiętają już tylko najstarsi spośród nas. W siermiężnych, ponurych i zgrzebnych czasach gomułkowskich była to impreza typu „okno na świat”. Zresztą i później, gdy w epoce gierkowskiej można już było wyjechać do Bułgarii czy na Węgry na tzw. wkładkę paszportową, a w sklepach pojawiła się coca-cola, miliony naszych rodaków gromadziły się przed telewizorami, aby obejrzeć i usłyszeć Karla Gotta, trzeciorzędną piosenkarkę belgijską czy chóralnie wykonać „Pust’ wsiegda budiet sołnce”. Toteż szanse, aby festiwal kantatowo-oratoryjny mógł konkurować z popularnym międzynarodowym festiwalem piosenki, były – delikatnie mówiąc – niewielkie. A jednak… Mimo że jeszcze krótka (zaledwie siedem koncertów w ciągu pięciu dni) i bez specjalnie znanych wykonawców (sami polscy i to w większości wrocławscy muzycy i śpiewacy) „Wratislavia” okazała się sukcesem frekwencyjnym i artystycznym.

Przed godziną milicyjną

Dopiero w 1978 r., gdy dyrektorem był już następca Andrzeja Markowskiego – Tadeusz Strugała, festiwal dodał do swojej nazwy przymiotnik „międzynarodowy”. Z roku na rok wzrastała liczba wykonawców zagranicznych. Poziom artystyczny sprawił, że „Wratislavia Cantans” stawała się coraz popularniejsza w kręgach polskich i europejskich melomanów. Wielką próbą dla organizatorów stał się okres stanu wojennego. To, co wydawało się niemożliwe, stało się możliwe. Mimo zakazu organizacji wszelkich imprez z udziałem publiczności, festiwal w 1982 r. odbył się, choć ze względu na godzinę milicyjną koncerty rozpoczynały się i kończyły znacznie wcześniej niż normalnie. I choć zarówno wówczas, jak i przez okres stanu wojennego i jego zawieszenia wielu wykonawców zagranicznych odwołało swój przyjazd, to festiwal przetrwał w niezmienionej – w zasadzie – formie. Nieco gorzej było w czasach przemiany końca lat 80. i początku 90. Pamiętamy rozmaite i częste perturbacje związane z finansowaniem większych i mniejszych imprez artystycznych. Ale festiwal we Wrocławiu przetrwał, a co ciekawe, stawał się coraz bardziej różnorodny. Były bowiem również taniec i wystawy plastyczne. Nic zatem dziwnego, że zmieniła się też nazwa festiwalu na „Muzyka i sztuki piękne”. Odbywały się wystawy rysunków Rembrandta i mistrzów niderlandzkich XV–XVII w., grafiki francuskiej z XVI–XIX w., portretów Witkacego, malarstwa Jerzego Dudy-Gracza czy Eugeniusza Get-Stankiewicza. Wielkim wydarzeniem była wizyta Balthusa i prezentacja jego twórczości plastycznej. Było to już za czasów dyrekcji Lidii Geringer d’Oedenberg, kolejnej szefowej festiwalu. Wówczas to „Wratislavia Cantans” stała się samodzielną instytucją kultury, co wiązało się jednak z problemami finansowymi. Dotychczasowy właściciel nie dawał już pieniędzy, a sponsorzy nie byli już tak jak niegdyś skorzy do wydatków. Toteż i dalsze losy „Wratislavii” przebiegały rozmaicie. Od 2005 r. dyrektorem festiwalu jest Andrzej Kosendiak i znów dzieją się rzeczy interesujące, bo też i czasy są inne. Choć nie do końca…

Warto być w tym roku

Oto tegoroczną, jubileuszową „Wratislavię Cantans” rozpoczyna koncert taki sam jak przed pół wiekiem. Nic zatem dziwnego, że jego tytuł brzmi „Uwertura”. Tak jak 14 sierpnia 1966 r., w programie znajdą się: „Magnificat” Mikołaja Zieleńskiego, „La Espero” Andrzeja Koszewskiego, „Cinq Rechants” Oliviera Messiaena, „Poemes de Jean Tardieu” Konstantego Regameya, „Psalmy Dawida” Krzysztofa Pendereckiego i „Wierchy” Artura Malawskiego. Będą oczywiście tylko inni wykonawcy.

A po „Uwerturze” następnego dnia wystąpi Izraelska Orkiestra Symfoniczna z Zubinem Mehtą. Wykonają oni IX Symfonię D-dur Gustava Mahlera, półtoragodzinne dzieło będące przykładem nowoczesnej i odkrywczej metamorfozy materiału symfonicznego. W czasie festiwalu będzie też zaprezentowana Mahlerowska VIII Symfonia Es-dur, zwana „Symfonią Tysiąca”, „Uczta Aleksandra” Georga Friedricha Haendla, „Prometeusz” Aleksandra Skriabina, „Święto wiosny” Igora Strawińskiego i monumentalna Msza c-moll Wolfganga Amadeusza Mozarta. A wśród wykonawców oprócz wspomnianego zespołu z Tel Awiwu będą między innymi: wspaniała pianistka portugalska Maria Joao Pires, Olga Pasiecznik z Niemiecką Filharmonią Kameralną pod dyrekcją Trevora Pinnocka, Chór Moskiewskiego Patriarchatu czy dyrygent Giovanni Antonini.
A zatem nie ma alternatywy. Po prostu warto być na tegorocznej „Wratislavii Cantans”.

W obronie Mieczysława Kominka

Jeśli ktoś będzie miał wątpliwą przyjemność zapoznać się z ostatnim numerem pisma „Muzyka 21” i przeczyta redakcyjny wstępniak, oprócz różnych ewidentnych bzdur znajdzie notatkę o tym, że prezesem Związku Kompozytorów Polskich został Mieczysław Kominek. „Zaskakujące posunięcie biorąc pod uwagę, że związek jest »kompozytorów«, a Mieczysław Kominek jest muzykologiem. Równie zaskakujące jest to, że do największych osiągnięć nowego prezesa jest rozłożenia na łopatki niezwykle popularnego w latach 90. Pisma „Studio”, a także nieudolne zarządzanie niezwykle cenionym przez całe środowisko muzyczne narodowym wydawnictwem Polskie Nagrania…”. Nie komentujmy stylistycznych i ortograficznych błędów, ale warto wiedzieć, że w siedemdziesięcioletniej historii Związku Kompozytorów Polskich przez 29 lat prezesami byli muzykolodzy. Między innymi Stefan Śledziński, Jan Stęszewski, Józef Patkowski czy Andrzej Chodkowski. Zresztą w ZKP muzykolodzy stanowią prawie połowę członków. I tak jest od 1946 r. A Mieczysław Kominek był przez wiele kadencji wiceprezesem, a ostatnio sekretarzem generalnym. To Kominek wymyślił i stworzył znakomite pismo muzyczne „Studio” i to przez niesumiennych i niesłownych sponsorów przestało się ukazywać, mimo rozpaczliwych działań jego redaktora naczelnego. A Polskie Nagrania? Mieczysław Kominek został powołany na ich prezesa przez ministra skarbu w momencie, gdy mógł już tylko ogłosić upadłość firmy. Jego poprzednicy z błogosławieństwem urzędników ministerialnych doprowadzili do ruiny narodową firmę fonograficzną. I warto wiedzieć, że to nie Kominek sprzedał za grosze majątek Polskich Nagrań. To fakty doskonale znane w środowisku. Chyba że nieważna jest prawda, ale chęć oczernienia kogoś…

A poza tym uważam, że tęcza na placu Zbawiciela powinna zostać zniszczona.

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane