Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Stanisław Bukowski,
19.07.2015 19:45

​Festiwale, festiwale…

W pogodny letni wieczór w radziejowickim namiocie festiwalowym rozpoczął się VII Letni Festiwal im. Jerzego Waldorffa.

W pogodny letni wieczór w radziejowickim namiocie festiwalowym rozpoczął się VII Letni Festiwal im. Jerzego Waldorffa. Dzień później w namiocie umieszczonym na dziedzińcu Zamku Królewskiego z okazji odbywającego się już po raz 15. festiwalu Ogrody Muzyczne wystąpiła orkiestra Sinfonia Viva pod dyrekcją Tomasza Radziwonowicza.

Radziejowice to prawdziwy fenomen. Zarówno pod względem estetycznym (samo założenie pałacowo-parkowe, jak też najbliższe – choć niedosłownie – otoczenie), jak i organizacyjnym. Ich historia sięga, bagatela, XV w. To wówczas Andrzej Radziejowski wybudował tu swoją siedzibę. Pochodził ze znakomitego rodu, choć jak to bywało i z innymi słynnymi rodzinami arystokratycznymi, oprócz jednostek wybitnych znaleźli się tam i zwykli sprzedawczycy i zdrajcy. Choćby Hieronim, zmarły na początku XVIII w., wróg króla Jana Kazimierza, skazany na banicję, który wrócił do Polski ze szwedzkim potopem. Warto o tym wspomnieć, aby tym bardziej pamiętać o innych przedstawicielach arystokracji, wyróżniających się patriotyzmem i oddaniem dla ojczyzny.

Ciągłość i tradycja
Poprzez rodzinne koligacje Radziejowice przechodziły w ręce Prażmowskich, Szembeków, Ossolińskich, a wreszcie od roku 1782 – Krasińskich. Przez ponad 160 lat to oni dbali o posiadłość i ludzi tam zatrudnionych. Gościli polityków i artystów: Jakuba Kubickiego, Kajetana Koźmiana, Józefa Chełmońskiego, Juliusza i Wojciecha Kossaków, Wiktora Gomulickiego i Henryka Sienkiewicza. Ostatni z prawowitych właścicieli Radziejowic, Edward Krasiński, był założycielem Towarzystwa Opieki nad Zabytkami Przeszłości i Towarzystwa Polityki Realnej. Przede wszystkim zaś odznaczył się w historii polskiej kultury wraz ze Stanisławem ks. Lubomirskim, Maurycym hr. Zamoyskim, Tomaszem ks. Potockim, wybudowaniem w Warszawie gmachu Teatru Polskiego. Toteż popiersie Edwarda hr. Krasińskiego, kopia z foyer Teatru Polskiego nieprzypadkowo umieszczone jest przy wjeździe na teren pałacowy. To także symbol ciągłości i tradycji. A tym, który umieścił ów monument, jest Bogumił Mrówczyński, opiekun i dobry duch Radziejowic, były dyrektor Teatru Polskiego (!), a od 1996 r. dyrektor Domu Pracy Twórczej, którym w tej chwili jest pałac z przyległościami. Bogumił Mrówczyński to człowiek, który doprowadził Radziejowice do niespotykanego rozkwitu. Nie tylko przeprowadził niezbędne remonty, zrewitalizował otoczenie, ale także uczynił z Radziejowic miejsce promieniujące na okolicę najwyższą kulturą i sztuką. Organizuje bowiem nie tylko koncerty, festiwale, ale także spektakle teatralne, kursy mistrzowskie, konferencje i wystawy… Mówiąc zaś o okolicy, mam na myśli także pobliskie miasto stołeczne Warszawę. Aby pomieścić coraz większą rzeszę gości, słuchaczy i widzów, wybudował Nowy Dom Sztuki oraz sezonowy namiot festiwalowy. Co najważniejsze, oba te obiekty współgrają z zabytkowym otoczeniem. Czas dyrektorowania Bogumiła Mrówczyńskiego to złoty okres Radziejowic.

Młodość na scenie
Festiwal rozpoczął się koncertem orkiestry Sinfonia Iuventus utworzonej osiem lat temu z inicjatywy zmarłego niedawno, wybitnego dyrygenta Jerzego Semkowa. W jej skład wchodzą wybrani absolwenci i studenci wyższych uczelni muzycznych. Zespół ma charakter rotacyjny, tworzą go bowiem instrumentaliści, którzy nie ukończyli 30. roku życia. Tym razem Sinfonia Iuventus towarzyszyła Andrzejowi Wiercińskiemu, jednemu z członków polskiej ekipy na październikowy XVII Konkurs Chopinowski. Ich wspólne wykonanie I Koncertu e-moll op. 11 Fryderyka Chopina pod dyrekcją Mirosława Błaszczyka niestety nie zachwyciło. Dyrygent forsował brzmienie orkiestry, a solista tempa. Pianiście brak jeszcze dojrzałości, a fakt, że ma dopiero 20 lat, w żaden sposób go nie usprawiedliwia. W drugiej części Sinfonia Iuventus wykonała dwie suity orkiestrowe Georges’a Bizeta z „Arlezjanki”, pierwotnie oprawy muzycznej do słusznie zapomnianej sztuki teatralnej. Muzyki, która zrekonstruowana stanowi jeden z ponadczasowych przebojów muzyki klasycznej, najbardziej znany utwór symfoniczny twórcy oper „Carmen” i „Poławiaczy pereł”. Publiczności tłumnie wypełniającej klimatyzowany namiot interpretacja bardzo się podobała, do tego stopnia, że oklaskami wymusiła powtórzenie jednej z części suity.
Wśród kolejnych atrakcji festiwalowych jest jeszcze występ Multi Trio – pianistki Ewy Pobłockiej i jej dwóch córek: śpiewaczki Ewy Leszczyńskiej i wiolonczelistki Marii Leszczyńskiej. Dwukrotnie grać będzie Janusz Olejniczak, jeszcze dwa razy wystąpi Sinfonia Iuventus oraz pojawi się Kaliningradzka Orkiestra Kameralna. Ciekawie zapowiada się wieczór poświęcony twórczości Zygmunta Koniecznego. No i ostatni koncert, w którym wystąpi kolejny z uczestników tegorocznego Konkursu Chopinowskiego Łukasz Krupiński. Festiwalowi towarzyszy wystawa Franciszka Maśluszczaka, jednego z najbardziej rozpoznawalnych malarzy polskich, autora nastrojowych, poetyckich portretów, scen rodzajowych i pejzaży. Już sama wystawa plastyczna powinna skłonić nas do wizyty w Radziejowicach.
Trwa także festiwal Ogrody Muzyczne – Kwitnące Ogrody na dziedzińcu Zamku Królewskiego w namiocie festiwalowym. Odbywają się tam koncerty symfoniczne, kameralne, jazzowe, dla dzieci, z muzyką etniczną, a także projekcje spektakli operowych z nowojorskiej Metropolitan Opera i filmy muzyczne.

Koncert doskonały
Koncert w wykonaniu orkiestry Sinfonia Viva pod batutą jej twórcy i dyrektora Tomasza Radziwonowicza zarówno pod względem programu, jak i poziomu był niezwykle ciekawy i ambitny. W pierwszej części usłyszeliśmy bowiem Etiudę b-moll op. 4 nr. 2 Karola Szymanowskiego w transkrypcji Radziwonowicza. Ten wspaniały utwór, skomponowany na fortepian, wielokrotnie opracowywano na orkiestrę smyczkową. Po raz pierwszy uczynił to przyjaciel kompozytora Grzegorz Fitelberg, a następnie Agnieszka Duczmal. Dyrygentowi udało się zachować wszelkie cechy tak charakterystyczne dla wczesnego okresu twórczości Szymanowskiego, estetykę i bogactwo melodyczne. Drugi utwór to rzadko u nas wykonywane „Les Illuminations” Benjamina Brittena – 10 pieśni na głos wysoki i orkiestrę smyczkową do poezji Artura Rimbauda. Ta wspaniała kompozycja powstała w 1939 r. z myślą o partnerze życiowym kompozytora, tenorze Peterze Pearsie. O Brittenie nie mówi się dużo i równie niewiele wykonuje się jego utworów. Być może powodem jest słynna izolacja brytyjska, separacja wysp od kontynentu. I choć czasy się zmieniły, nastąpiła powszechna globalizacja i zapanowała moda na multi-kulti, to pewne kalki pojęciowe i uogólnienia nadal obowiązują. Czy istnieje odrębność muzyki angielskiej? Zapewne tak, tak jak istnieją wspólne i charakterystyczne cechy muzyki niemieckiej czy włoskiej. Jednocześnie jednak brytyjska muzyka jest nieodrodną częścią muzyki światowej. Przecież był czas, gdy Brittenowi zarzucano eklektyzm, epigonizm czy wręcz kopiowanie pomysłów muzycznych kompozytorów europejskich. Tymczasem wyraźnie widać, a ściśle mówiąc słychać, że jest on twórcą oryginalnym, korzystającym z pewnych pomysłów poprzedników czy współczesnych mu kompozytorów. Posądzano Brittena, że jego „Les Illuminations” to w prostej formie przeniesienie pomysłów formalnych „Kindertotenlieder” Mahlera. Ale na tej zasadzie powinniśmy się doszukiwać (i doszukujemy) bezpośrednich wpływów Mahlera i Brittena na „Chantefleurs et chantefables” Witolda Lutosławskiego.
Solistką była Anna Mikołajczyk – sopran, znakomicie śpiewająca i wczuwająca się w piękno poezji „poety przeklętego”.
A na zakończenie „Metamorfozy” Ryszarda Straussa. Ten niezwykły utwór skomponowany został przez genialnego twórcę, autora niezliczonych dzieł scenicznych, instrumentalnych i wokalnych, z których większość świadczy o jego wyjątkowości. 23-głosowe studium na smyczki polega na ciągłych przemianach, w których uczestniczą poszczególne grupy kwintetu. Stosunkowo mało znana kompozycja jest przykładem najdoskonalszego poziomu, jaki może osiągnąć twórca zbliżający się pod koniec życia do absolutu. Jest też przykładem, jak nasz niedoskonały świat, a ściśle mówiąc my – ludzie – nie potrafimy docenić tego, co proponuje nam ostatni bodaj geniusz muzyczny. Wspaniały utwór i wykonanie na najwyższym poziomie. Naprawdę, poziom światowy…
A poza tym uważam, że tęczę na placu Zbawiciela należy zniszczyć.
 

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE