Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Przemysław Dakowicz,
05.07.2015 20:54

Świecznik w głowie

„Chodźmy bronić cmentarza – umarli przyjmą nas potem życzliwie do siebie”. Zdanie, które powraca. Zdanie domagające się zrozumienia, zadające pytania, wołające o odpowiedź.

„Chodźmy bronić cmentarza – umarli przyjmą nas potem życzliwie do siebie”. Zdanie, które powraca. Zdanie domagające się zrozumienia, zadające pytania, wołające o odpowiedź. Wynotowane z tomu wspomnień z lat II wojny światowej. Fragment relacji z obrony Grodna we wrześniu 1939 r.

Trzy, cztery dni po wejściu Sowietów w granice II Rzeczypospolitej. Nauczycielki miejscowego Zespołu Szkół Zawodowych, przedzierzgnięte w pielęgniarki, poszukują w mieście rannych, przenoszą ich do szpitali i punktów ambulatoryjnych. Grażyna Lipińska („Jeśli zapomnę o nich...”, Paryż 1988): „Za Nowym Zamkiem spotykamy grupę mężczyzn z karabinami. Pytają, gdzie jest najgoręcej. – Chyba od strony cmentarza – odpowiadamy. – Chodźmy bronić cmentarza – śmieją się – umarli przyjmą nas potem życzliwie do siebie. Zabierają od nas naboje, opatrunki, butelki z benzyną i pomykają dalej”.

Dwa światy

Nad Łodzią wielkie słońce lipca. Przez otwarte okno wchodzą głosy miasta – szum samochodów, pisk hamulców (to autobus zatrzymał się obok naszej bramy), trzaśnięcie drzwi od klatki schodowej i głos dziecka, malca z pierwszego piętra, którego ojciec odwozi do żłobka czy przedszkola, strzępy rozmowy z oficyny po drugiej stronie podwórza, w tle nawoływanie ptaków, nielicznych w tej części Śródmieścia. Życie w miarę uporządkowane, ze swoimi porannymi i wieczornymi rytuałami, ze swoją spokojną monotonią.

Jak przymierzyć je do życia ludzi z tamtego Grodna, tamtej Warszawy, tamtych Wilna i Lwowa? Czy istnieją punkty styczne? A może łączność między nimi a nami to jedynie uroszczenie umysłu, gra rozgorączkowanej wyobraźni? Gdzie oni są? Czy chcą od nas czegoś, czegoś się od nas domagają? I kto komu jest potrzebny – my im czy oni nam?

Gdyby zastosować kryterium racjonalności, należałoby uznać, że ci, co przeminęli, trwają jedynie dzięki naszemu wspomnieniu, że to my, żywi, udzielamy im życia. Czy jest tak, jak w jednym z piękniejszych fragmentów „Pieśni Wajdeloty” z Mickiewiczowskiego „Konrada Wallenroda”?

Często przeszłości głosu nie dosłyszę!
Lecz dotąd iskry młodego zapału
Tlą w głębi piersi, nieraz ogień wzniecą,
Duszę ożywią i pamięć oświecą.
Pamięć naówczas, jak lampa z kryształu,
Ubrana pędzlem w malowne obrazy,
Chociaż ją zaćmi pył i liczne skazy,
Jeżeli świecznik postawisz w jej serce,
Jeszcze świeżością barwy znęci oczy,
Jeszcze na ścianach pałacu roztoczy
Kraśne, acz nieco przyćmione obrazy.


Metafora organizująca cały przewód myślowy (wzniecanie ognia, oświecanie pamięci) jest tu, jak zazwyczaj u Mickiewicza, konkretna i precyzyjna – aby ożywić przeszłość, przywrócić jej istnienie, postawić trzeba w centrum pamięci, przyrównanej do „lampy z kryształu”, płonący „świecznik”. Zastanawiające, że niemal identyczny obraz pojawia się w rozprawie „O literaturze polskiej w wieku dziewiętnastym” Maurycego Mochnackiego, który stwierdza, że pamięć zbiorową przyrównać można do nici „wiążącej […] pojęcia, […] całe szeregi rozumowań i wszystkie imaginacji obrazy” oraz do „żarzącego się świecznika w głowie naszej”. Jeśli ów „świecznik rozumu” zgaśnie, „rozum dostaje zawrotu i jest na kształt okrętu bez żeglarza wśród burzy. Działanie jego wątleje, nareszcie niemoc z ochromieniem przywodzą go ku obłąkaniu”.

Zbiorowość – uczą nas romantyczni pisarze – wpadnie w obłęd, ulegnie wewnętrznej dezintegracji, oszaleje, gdy pozbawi się ją pamięci, odetnie od jej własnej przeszłości.

Bronić cmentarza

Związek między przeszłością a teraźniejszością jest związkiem paradoksalnym. Ci, co przeminęli, żyją dzięki nam, choć są martwi; ale i my, żywi, padlibyśmy łupem śmierci (śmierci wewnętrznej, martwicy pamięci), gdyby umarli nie udzielili nam życia. Ożywiając ich, sami zmartwychwstajemy. Odnajdując prawdę o przeszłości, przychodzimy do zrozumienia teraźniejszości. Stajemy się kimś, uzyskujemy własną tożsamość, o ile pozostajemy w związku z tymi, którzy byli tu przed nami. Wszystko inne jest szaleństwem względności. „Wolność” od pamięci oznacza nieobecność świadomości. Brak świadomości upośledza wolę, nie dozwala rozwinąć się osobowości. Zbiorowość pozbawiona osobowości nigdy nie przemieni się we wspólnotę.

„Chodźmy bronić cmentarza” – wykrzykują grodzieńscy żołnierze i, jak pisze Lipińska, „pomykają dalej”, znikają z pola widzenia, rozpływają się w przeszłości. A mimo to ich okrzyk rozbrzmiewa nie tylko w czasie, który minął – wypełnia również naszą teraźniejszość. Musimy jedynie pojąć, że wezwanie skierowane jest do nas. Chodźmy bronić cmentarza – nawołują. Wyciągają się do nas ich ręce – zmarli „życzliwie przyjmują nas do siebie”, tłumacząc, że cmentarz to miejsce, w którym zaczyna się życie, a porzucenie myśli o obronie tej wspólnej symbolicznej przestrzeni jest dobrowolnym oddaniem się w niewolę.

Cykl „Afazja polska”, którego pierwszy tom trafił właśnie na półki księgarskie, właśnie temu pragnąłby służyć: strzeżeniu pamięci o rozsianych po świecie polskich grobach; objaśnieniu, że każda z zapomnianych, zniwelowanych, zrównanych z ziemią mogił jest kolebką naszego tu i teraz; zrozumieniu, że teraźniejszość niepodejmująca rozmowy z przeszłością wyzbywa się szans na długie trwanie.

Nasi współcześni

„Przeszłość to dziś” – powiedział Norwid. Jego słowa mogłyby być mottem notatek i opowieści, które zamierzam przedstawić w kolejnych odcinkach cyklu (będą się ukazywały co tydzień w sobotnim wydaniu „Gazety Polskiej Codziennie”).

Chciałbym, aby – zgodnie z Norwidowską maksymą – każda z postaci tu sportretowanych stała się nam współczesna, by objawiła się nam jako osoba z krwi i kości, jako człowiek bliski, którego żal, rozpacz, strach lub radość podzielamy i współodczuwamy. Zechciej, Czytelniku, objąć  wyobraźnią czas, który minął, lecz powraca, przestrzeń Polski przedwojennej, utraconą, a obecną, przechowywaną pod powiekami, w głowach i sercach wygnańców i przesiedleńców.

Jesteśmy stamtąd – z ojcowizny, z której nas przepędzono, z domów puszczonych z dymem lub zajętych przez nowych mieszkańców, z wiosek z uciszonymi kominami, z pól zarastających kąkolem, zamienionych w miejsce ostatniego spoczynku dla setek, tysięcy bezimiennych.

Pochyl się, ucho przytknij do ziemi i słuchaj.

Tam, w głębi, śpią głosy – krzyki i nawoływania, chrzęst czołgowych gąsienic, płacz i zawodzenie, huk bomb uderzających o bruk, śpiew tłumu, miarowe buczenie heinkli i dornierów, świst syberyjskiego wiatru, skrzypienie śniegu ugniatanego setkami bosych stóp, miarowe salwy egzekucyjnych plutonów. A także: gwizdawki pociągów, łomot rygli w drzwiach przepełnionych cel, oddalające się kroki na więziennym korytarzu, szepty ostatnich pożegnań, ciche modlitwy, błagania o litość, głuche odgłosy ciosów, wojskowe marsze, frontowe śpiewki, „Panzerlied” i „Katiusza”, „Soldat Kamerad” i „Swiaszczennaja wojna”. I jeszcze: cisza katyńskiego dołu, ostrzenie ukraińskich kos,  bezgłośny krzyk z ust zalepionych gipsem.

Milczenie ziemi. Mowa ziemi.
Wszystkie słowa zapomnianego języka.

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE