Pianiści już po eliminacjach
Choć konkurs chopinowski odbędzie się dopiero w październiku, kolejne eliminacje nie pozwalają, by ostygły emocje związane z najważniejszą imprezą pianistyczną na świecie.
Kontrakt z którąś z najważniejszych firm fonograficznych czyni młodego pianistę jednym z najbardziej rozpoznawalnych muzyków na świecie. Nic dziwnego, że w tym roku do eliminacji zgłosiło się ponad 550 uczestników. Czy ilość przełożyła się na jakość?
Kilka dni temu zakończyły się eliminacje. Dwa tygodnie ośmiogodzinnych przesłuchań to niezwykle odpowiedzialna praca dla czternastoosobowego jury pod kierownictwem Katarzyny Popowej-Zydroń. Zanim jednak w eliminacyjne szranki stanęło blisko 160 pianistów, trzeba było obejrzeć i wysłuchać ponad pół tysiąca rejestracji, które nadeszły z prawie całego świata.
Wyboista ścieżka pianisty
Zgodnie z regulaminem każdy ze zgłaszających się uczestników był zobowiązany do nadesłania nagrania wideo, zawierającego wykonanie programu na pierwszy etap konkursu. Ujęcie powinno być sfilmowane jedną kamerą, bez jakichkolwiek cięć. Wydawać by się mogło, że to nic trudnego przy obecnych możliwościach technicznych, szczególnie dla młodych ludzi. Nic bardziej mylnego, jak twierdzą jurorzy, niektóre nagrania były zrealizowane na skandalicznym poziomie. Obejrzeć i wysłuchać ponad 550 pianistów to mordercza praca nawet dla znacznie poszerzonego grona oceniających specjalistów. Do tego na nie najlepszych w sensie technicznym nagraniach. A do tego odpowiedzialność moralna. Przecież decyzja o dopuszczeniu lub nie do drugiego etapu eliminacji może mieć wpływ na rozwój kariery życiowej każdego z pianistów… A może to być tylko zły dzień albo nieprzespana noc. Cóż, ale tak właśnie wygląda droga na artystyczny Olimp młodzieży pianistycznej… Trzeba mieć w sobie zarazem niezwykłą wrażliwość i być niespotykanie odpornym na czynniki zewnętrzne. A jeśli nie uda się zbudować kariery solistycznej? Skrzypek czy wiolonczelista po ukończeniu studiów może znaleźć pracę etatową w którejś z licznych orkiestr. Pianista może sobie pograć w domu, na pianinie… Tylko nieliczni będą uczyli w szkole muzycznej lub udzielali lekcji prywatnych. Ale prawdziwi wybrańcy to ci, którzy zwyciężyli w którymś ze znanych konkursów lub zawarli ekskluzywny kontrakt z jednym z fonograficznych majorsów. Takim pianistą jest niewątpliwie Daniił Trifonow, laureat III nagrody w poprzednim konkursie chopinowskim, ale także zdobywca pierwszych nagród konkursów w Tel Awiwie i Moskwie oraz bohater kilku płyt wydanych przez firmy Decca i Deutsche Grammophon. Trifonow jest zarazem przykładem pianisty, który zdobywa najwyższe uznanie na całym świecie, nie będąc przykładem celebryty w rodzaju Lang Langa. To skromny, nieco zamknięty w sobie młody człowiek, sztywniejący na dźwięk zbyt spontanicznych pochwał i niedbający o swój telewizyjny wizerunek. Ale za to jak grający…
Dominacja Azjatów
Jurorzy, słuchając kolejnych pianistów, szukali w ich grze oryginalności, prób osobistej interpretacji etiud, mazurków czy nokturnów. I nie wyłącznie umiejętności techniczne pianistów decydowały o awansie do głównego konkursu. Wydaje się, że jednym z głównych mankamentów młodych wirtuozów była zbyt szybka gra, czyli wysokie tempa niezrozumiałe w sensie estetycznym.
Tak czy inaczej znamy już nazwiska 84 pianistów, którzy wezmą udział w XVII Międzynarodowym Konkursie Pianistycznym im. Fryderyka Chopina w Warszawie, który odbędzie się od 2 do 23 października tego roku. Są to zwycięzcy kilku wybranych konkursów, w tym trzech laureatów marcowego Ogólnopolskiego Konkursu Pianistycznego: Andrzej Wierciński, Łukasz Krupiński i Krzysztof Książek. Dlaczego 84, a nie 80 uczestników, jak brzmi treść IX paragrafu, ustęp 3 Regulaminu XVII Konkursu? Otóż dodane tam są słowa „w zasadzie”… A więc 84 to „w zasadzie” 80!
Zgodnie z tendencją, którą obserwujemy od kilku kolejnych konkursów, coraz więcej jest pianistów z krajów Dalekiego Wschodu. Znalazło to wyraz w składzie narodowościowym zakwalifikowanych uczestników. Oto będzie grało 15 pianistów z Chin, 12 z Japonii, 9 z Korei. Oprócz tego w pięcioosobowej reprezentacji Stanów Zjednoczonych znaleźli się pianiści o nazwiskach – Kudo, Li, Liu i Lu, a kanadyjskiej – Yang i Zhou. Tylu co reprezentantów Chin będzie Polaków, poza tym 7 Rosjan, po 3 z Kanady, Wielkiej Brytanii i Włoch. Będą też uczestnicy z krajów egzotycznych (przynajmniej wśród chopinistów) – z Indonezji czy Uzbekistanu. Niepokoi brak muzyków – nawet w eliminacjach – reprezentujących Amerykę Południową czy Środkową. A więc nie ma następców Marthy Argerich i Nelsona Freire’a. Czyżby tam nie mieszkali Chińczycy?
Gale dla rockmanów
Zanim odbędzie się nadzwyczajny koncert inauguracyjny 1 października w wykonaniu wielkiej Marthy Argerich, będziemy uczestniczyli w kilku festiwalach chopinowskich – w Dusznikach, „Chopin i jego Europa” w Warszawie oraz w Antoninie.
Najczęstsze z pytań melomanów brzmi: „kto z polskich pianistów ma szanse na finał?” Sądzę, że nawet jurorzy, którzy wysłuchali wszystkich uczestników (i to kilkakrotnie), nie są w stanie odpowiedzieć na to pytanie.
A tymczasem niedawno zakończył się nieco innego rodzaju konkurs, a mianowicie walka o nagrody Akademii Fonograficznej – Fryderyki 2015. W Sali Kolumnowej Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego odbyły się kameralne uroczystości związane z wyłonieniem zwycięzców w kilku kategoriach związanych z muzyką poważną. Laureatem jest sześcioosobowy zespół wokalny, specjalizujący się w muzyce współczesnej proMODERN. To rzeczywiście świetny sekstet i jego nagranie zwyciężyło w dwóch kategoriach – Album Roku Muzyka Chóralna, Oratoryjna i Operowa oraz Najwybitniejsze Nagranie Muzyki Polskiej. W odróżnieniu od wielu krytyków muzycznych, przedstawicieli koncernów fonograficznych i melomanów uważam, że skromne uroczystości (szkoda, że niezbyt sprawnie zorganizowane) wystarczą. Niech rockmani i wykonawcy muzyki popularnej świętują swoje zwycięstwa na hucznej gali. I tak ich „twórczość” nie wnosi niczego do naszej kultury. Prawie wszystko jest tam wtórne i nieoryginalne. A ich gala? Kolejny przerost formy nad treścią…
I jeszcze jedno. Wygranym w kategorii Album Roku Recital Solowy jest siedmiopłytowy album nagrań archiwalnych skrzypaczki Kai Danczowskiej wydany przez Agencję Muzyczną Polskiego Radia. To rzeczywiście świetne nagrania zasługujące na spopularyzowanie i wszelkie nagrody. Ale niech państwo spróbują kupić ten album… Ani w „dobrych sklepach”, ani w internecie, ani w sklepiku Polskiego Radia nie ma na to szans. Świadczy to przede wszystkim o operatywności decydentów i pracowników odpowiednich służb Polskiego Radia.
A poza tym uważam, że tęcza na pl. Zbawiciela powinna zostać zniszczona.