Nadal o tym, co słychać w radiu
Jeśli ma się poprawić kondycja radiofonii publicznej, należy wprowadzić w niej kilka istotnych zmian. Oczywiście najważniejsza jest zmiana na scenie politycznej.
Przede wszystkim trzeba zmienić obecny status publicznej radiofonii. Radio nie powinno być spółką skarbu państwa, lecz osobną i autonomiczną instytucją publiczną. Od tego powinno się zacząć reformy, niezależnie jakie będą przeszkody prawne i instytucjonalne. Instytucja, jaką będzie Polskie Radio, powinna utrzymywać się wyłącznie z publicznych pieniędzy, uzyskiwanych od każdego obywatela. To bowiem celowy bałagan w ściągalności abonamentu oraz niejasne przepisy doprowadziły do zabójczego niedoinwestowania radia centralnego i rozgłośni regionalnych. A w konsekwencji do spadku jego znaczenia społecznego, komercjalizacji (w najgorszym tego słowa znaczeniu) i obniżenia oferty programowej.
Coraz częściej program radia publicznego przypomina sieczkę muzyczną rodem z większości radiostacji komercyjnych, przerywaną głupawymi dowcipami i coraz dłuższymi reklamami. Wśród decydentów rządzi wszechobecne przekonanie, że o wszystkim decyduje statystyka i wyniki badania „słuchalności”. Wiąże się to z zainteresowaniem, lub jego brakiem, hipotetycznych reklamodawców. A więc najważniejsza jest forsa, a nie poziom programu.
Dwójka wyjątkiem
Nie mam tu na myśli radiowej Dwójki, jedynego w zasadzie programu ambitnego i realizującego mimo celowo ograniczonego zasięgu swoją kulturalną misję. To Program 2 informuje o wydarzeniach kulturalnych w Polsce i na świecie, organizuje i transmituje koncerty ze swojego studia, zamawia utwory muzyczne i kolejne spektakle Teatru Polskiego Radia. Będąc największą w Polsce salą koncertową, umożliwia słuchaczom uczestniczenie w największych wydarzeniach kulturalnych – szczególnie muzycznych – na świecie. To fakt nie do przecenienia dla rzeszy melomanów, ludzi często starszych, niezbyt majętnych i mieszkających z dala od centrów kulturalnych. Radio, a ściśle rzecz biorąc Program 2 radia publicznego, zastępuje im wyprawę na koncert czy do teatru. Również z tego programu dowiedzieć się można o nowościach literackich, usłyszeć fragmenty prozy czy poezji w wykonaniu najlepszych aktorów.
Nawet dziennikarze prowadzący programy muzyczne i literackie wyróżniają się kulturą i znajomością omawianych zagadnień od swoich kolegów z pozostałych programów. Co prawda nadmiar komentarza, używanie niezliczonych przymiotników powodują, że mamy zakłócenia proporcji pomiędzy formą a treścią i zdarza się, że zapowiedź zajmuje więcej czasu niż odtworzenie omawianego utworu. Nigdy jednak dziennikarze Dwójki nie przekraczają granic dobrego smaku i kompetencji, co jest nazbyt częstym zjawiskiem w innych programach. Minoderia, będąca znakiem rozpoznawczym dziennikarzy z Jedynki i Trójki, na razie omija Dwójkę.
Wyrzucić partyjnych prezesów
Obowiązujący obecnie podział – wasz prezes oraz nasi wiceprezesi i każdy z dyrektorów programu według układu PO-PSL-SLD, notabene układu niezrozumiałego dla zwyczajnego obserwatora – nie powinien być w radiu odtworzony nawet po zmianach na scenie politycznej i innej na niej konfiguracji. O wyborze władz powinny decydować jedynie kryteria merytoryczne. Warto, aby były one sprawdzane i pilnowane przez niezależne gremia społeczne, całkowicie odmienne od obecnej i wielokrotnie skompromitowanej Krajowej Rady Radia i Telewizji.
Jeśli chodzi o finansowanie radia publicznego, pieniądze powinny pochodzić wyłącznie z abonamentu. Abonamentu na odpowiednim poziomie i skutecznie ściąganego od wszystkich obywateli. W tym celu należy powielić któryś z pomysłów stosowanych z powodzeniem od lat w innych cywilizowanych krajach. Opłata nie powinna być wysoka, ale bezwzględnie ściągalna. W zamian całkowicie wykluczona powinna być możliwość sprzedaży przez radio publiczne czasu reklamowego. Żadnych reklam w radiofonii publicznej! I w tym wypadku należy opracować skuteczny sposób sprawdzania realizacji tych ustaleń. Bez sensu natomiast wydaje się tzw. opłata audiowizualna, potworek ustawodawczy wymyślony przez urzędników MKiDN, który miałby zastąpić abonament.
Cały tekst ukazał się w "Gazecie Polskiej Codziennie"