Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Przemysław Dakowicz,
08.02.2015 15:57

Co zostało z Czechowicza (1)

„Tak go poszarpała, że nic z niego nie zostało” – tymi słowami miał się posłużyć poeta Henryk Domiński, kiedy relacjonował poecie Stanisławowi Piętakowi ostatnie chwile życia poety Józefa Czec

„Tak go poszarpała, że nic z niego nie zostało” – tymi słowami miał się posłużyć poeta Henryk Domiński, kiedy relacjonował poecie Stanisławowi Piętakowi ostatnie chwile życia poety Józefa Czechowicza. „Józef uważał, że obrósł, więc poszedł się ogolić. Ja z nim. A tu bomba trach!... Ja ani mru-mru, trzymałem się ściany. Józef tymczasem rzucił się wprost na bombę, jakby go ciągnęła magnesem. Toteż tak go poszarpała, że nic z niego nie zostało”.
 
Do zdarzenia doszło 9 września 1939 r. w Lublinie. Było po dziewiątej czy przed dziesiątą. Jeden z szalonych wrześniowych poranków. Wędrówka ludów. Nieprzerwana rzeka ludzi na drogach. Pobocza zapchane samochodami i wozami. Trupy w przydrożnych rowach i na polach, bo niemieccy lotnicy z upodobaniem szyli z automatów do uciekinierów.
 
W Lublinie Czechowicz urodził się i wychował. Stąd wyjechał do stolicy, gdzie od 1933 r. pracował w Polskim Radiu i w redakcjach kilku czasopism. Wybuch wojny był spełnieniem jego najgorszych snów – zapisywał je w wierszach, m.in. w słynnym „żalu” z tomu „nuta człowiecza”. Utwór ten jest cytowany w niemal wszystkich opracowaniach dotyczących „życia i twórczości” Czechowicza. Mówi się, że poeta przewidział swój los, że w jakimś niepojętym wieszczym błysku zobaczył własną przyszłość.
 
„[J] a […] bombą trafiony w stallach” – tak napisał. Ale to nie były stalle. To był zakład fryzjerski Ostrowskiej. Lublin, Krakowskie Przedmieście 46, róg Kościuszki.
 
Warszawa–Lublin
 
Z Warszawy wyjechał w dniu zarządzonej przez władze ewakuacji Polskiego Radia. Kolumna samochodów osobowych, wozów transmisyjnych, ciężarówek i autobusów kierowała się w stronę Lublina. Wśród radiowców, którzy otrzymali polecenie wyjazdu, był Tadeusz Byrski. Na placu Dąbrowskiego, skąd wyruszano, Byrski spotkał Halinę Sosnowską. Wskazała mu miejsce w autokarze. „»A co z moją rodziną?« […] »Rodzin nie zabieramy, przede wszystkim nie ma miejsca, a po drugie nie miałoby to żadnego sensu, przecież za parę dni wszyscy wracamy«. […] Trudna to była decyzja. Na szerokich schodach prowadzących do biura dyrekcji widziałem sylwetkę żony, do której coś mówił płk Karaffa-Kreutenkraft; Sosnowska dawała mi znaki, żebym się decydował […]. Po sekundzie powiedziałem dosyć ozięble: »nie, dziękuję, zostaję« i zatrzasnąłem drzwiczki samochodu. Jabłowski powiedział »do widzenia« – gdzieś mignęła mi sylwetka Miłosza w samochodzie, siedzącego obok Czechowicza”.
 
Czy autor „nuty człowieczej” dotarł do rodzinnego miasta bez przeszkód? Tomasz Pietrasiewicz, który szczegółowo przeanalizował niemal wszystkie dostępne materiały na temat ostatnich dni poety, skłania się ku hipotezie, że Czechowicz wraz z trzema towarzyszami (Henrykiem Domińskim, Kazimierzem Wójcikiem i Stefanem Górskim) dotarł do Lublina pieszo. Brak informacji, kiedy pojawił się w Lublinie. Czy było to ranem 9 września, niedługo przed bombardowaniem, czy też – jak sądzi Pietrasiewicz – dzień wcześniej? A może dojechał samochodem – podobnie jak Miłosz, który wkrótce dołączył do załogi radiowej wyruszającej na linię frontu i dzięki temu nie był w Lublinie podczas nalotu?
 
Trzy relacje
 
Cała nasza wiedza na temat feralnego poranka 9 wrześ­nia ma źródło w relacji trzech osób – Edwarda Hartwiga, Aleksandry Kruszyńskiej (relacja ta została spisana przez Tadeusza Polanowskiego) i Stanisława M. Salińskiego. Są między owymi relacjami istotne różnice.
 
Hartwig: „Kiedy wybuchła wojna […], zostałem powołany do wojska. Wcześniej komisja odrzuciła mnie jako cherlaka i człowieka o przewrażliwionej naturze i skierowała do rezerwy. Kiedy więc Czechowicz w centrum Lublina obok Hotelu Europejskiego zobaczył mnie w mundurze, rzucił mi się na szyję ze słowami: »Panie Edwardzie, co pan w wojsku będzie robił?«. Uściskał mnie serdecznie i tak [się] rozstaliśmy”.
 
Kruszyńska/Polanowski: „Trwało bombardowanie. W niedługim czasie zatrzymał się w pobliżu samochód i z niego pośpiesznie wysiadł i zaczął biec Józef Czechowicz. Aleksandra Kruszyńska, stojąc blisko drzwi wejściowych, zauważyła i przywołała biegnącego poetę, dawnego kolegę z pracy. Tuż przed drzwiami odbyła się dramatyczna rozmowa, w której Kruszyńska dowiedziała się, że Czechowicz jedzie z Warszawy, chce natychmiast pójść do fryzjera, bo jest brudny i nieogolony. Kruszyńska, uciekając się do perswazji, usiłowała za wszelką cenę zatrzymać poetę. Prosiła go, by pozostał (ciągle trwało bombardowanie), tłumaczyła, że w kościele jest bezpiecznie, że tu może przeczekać nalot. Mówiła: niech pan, panie Józefie, posłucha mnie i pozostanie, ja pana usilnie proszę, ja pana błagam, proszę mnie posłuchać, niech pan nie będzie nieostrożny! Czechowicz jednak nie usłuchał Aleksandry Kruszyńskiej. Pobiegł do lokalu, gdzie pracował znany fryzjer Niechaj”. Siedem lat wcześniej tenże fryzjer Niechaj reklamował się w redagowanym przez poetę „Kurierze Lubelskim”. Podobno potrafił przyciemniać „brwi i rzęsy na stałe w przeciągu pięciu minut”. Gdyby tamtego poranka Czechowicz chciał skorzystać z tej usługi, nie zdążyłby nawet wygodnie umościć się w fotelu.
 
Saliński: „Owszem, jest i fryzjernia na rogu Kościuszki i Krakowskiego. Przechodząc zajrzałem przez szybę – nawet niezbyt tłoczno, zaledwie kilka osób w kolejce do foteli przed lustrami. Co więcej: dostrzegłem w głębi pod ścianą Henryka Domińskiego. I on mnie dostrzegł, pokiwał mi ręką. Jednak, już jedną nogą na progu, cofnąłem się. Obok Domińskiego stał Czechowicz. Również kiwał ręką w moim kierunku”. Saliński dowiedział się później, że autor „Ballady z tamtej strony” chciał go zawołać – ale rozbrzmiał sygnał alarmu przeciwlotniczego, cofnął się więc w głąb salonu fryzjerskiego. Po chwili na głowy osób zebranych w pomieszczeniu runął sufit. Czechowicz zginął na miejscu.

Cały tekst ukazał się w "Gazecie Polskiej Codziennie"
 

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE