Kultura ratuje zmysły
Gdy śledzę cuda nad urnami wyborczymi, konferencje z udziałem indywiduów z nominacjami sędziowskimi, bezradność – a nawet widoczny rozpad – państwa, czuję rozpacz.
Etymologicznie rzecz biorąc, a więc tłumacząc z greki, „kultura” to „uprawa”. W ten sposób można wywnioskować, że to ogół poglądów, odczuć i zachowań człowieka, uformowanych przez niego samego lub przez oddziaływanie konkretnego środowiska społecznego i jego tworów – materialnych i duchowych. Biorąc pod uwagę świadomościowy i społeczny charakter kultury, jest ona zjawiskiem par exellence ludzkim. Oczywiście nie mam na myśli kultury politycznej, kultury pracy czy wreszcie kultury technicznej lub agrarnej. Myślę o kulturze artystycznej. Jeszcze bardziej ściśle – o sztuce.
Intuicja i harmonia
Zwykle słowo „sztuka” kojarzy się nam ze sztukami plastycznymi lub wizualnymi. Tymczasem równie dobrze powinno obejmować ono literaturę i muzykę. Arthur Schopenhauer twierdził, że wszelka sztuka pragnie upodobnić się do muzyki. Miał tu na myśli abstrakcyjne właściwości tej ostatniej. Tylko bowiem językiem muzyki artysta może przemawiać do odbiorcy wprost i bezpośrednio. Tylko język muzyki nie korzysta ze środków porozumiewania się służących także innym celom. Poeta w swojej twórczości używa słów, które wypowiadane są stale i powszechnie. Malarz i grafik przedstawia świat widzialny. Architekt tworzy budowle, które służą człowiekowi do różnych celów. Tylko kompozytor ma całkowitą swobodę tworzenia dzieła sztuki tylko po to, aby cieszyć słuchaczy. Jedynym tworzywem kompo-zytora jest jego świadomość. Najpopularniejsza zaś definicja wszelkiej twórczości artystycznej brzmi, że sztuka jest próbą tworzenia form, które cieszą i się podobają. Formy te mają zaspokajać nasze pragnienie piękna.
Gdy słuchamy muzyki, odnajdujemy w sobie właśnie tę potrzebę. Jest to możliwe wówczas, gdy możemy ocenić jedność i harmonię zjawisk zachodzących między naszymi spostrzeżeniami zmysłowymi. Wówczas, często pozarozumowo, wiemy, że obcujemy z prawdziwą sztuką. Jeśli chodzi o mnie, na ogół przychylam się do teorii Benedetta Crocego, że najdoskonalsze określenie sztuki to określenie jej jako intuicji. Przynajmniej w wypadku muzyki.
Cały tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej Codziennie”