Mistrz w dworku Radziwiłła
Fenomen chopinowskiego festiwalu pianistycznego w Antoninie polega przede wszystkim na tym, że odbywa się on w miejscu, w którym przebywał, komponował i koncertował najgenialniejszy kompozytor
Atmosferę tego miejsca tworzą ludzie, którzy od lat planują, organizują i prowadzą tę imprezę. Z dala od decydującego o finansach centrum w Warszawie.
Wydarzenia muzyczne mają w tym miejscu kilkusetletnią tradycję. Jak zanotowała w 1840 r. w swoim paryskim pamiętniku ulubiona uczennica Chopina, wiedenka Fryderyka Muller, mistrz, z którym ćwiczyła partię fortepianową jego Tria g-moll op. 8 dedykowaną księciu Antoniemu Radziwiłłowi, miał powiedzieć: „Jakże żywo stają mi w pamięci dnie, w których to komponowałem! Było to w Poznańskiem, w otoczonym wielkimi lasami zamku księcia Radziwiłła, w nielicznym, ale bardzo doborowym towarzystwie. Rano polowaliśmy, wieczorem muzykowaliśmy […] ”.
Chopin myśliwy
Trudno nam wyobrazić sobie polującego Chopina! Ten wątły, chorowity młodzieniec, dla którego istniała tylko muzyka, miałby strzelać do zajączków i sarenek? A jednak istnieje ołówkowy szkic Elizy Radziwiłłówny, który ukazuje Fryderyka ze strzelbą. Poza tym w tamtych czasach polowanie było czymś powszechnym, inne były obyczaje i inny stosunek do dzikich zwierząt. Młody Chopin myśliwski pałacyk Radziwiłła nazywał „zamkiem” … Tymczasem jest to – owszem – spora, ale niemająca nic wspólnego z zamkiem kilkupiętrowa budowla, o której trudno nawet powiedzieć „pałac”, a nie „pałacyk”. I choć powszechnie uważano, że owa rezydencja myśliwska jest zbudowana z modrzewia, w rzeczywistości ze względów oszczędnościowych postawiono ją z sosny. Takie były ówczesne praktyki możnowładców. Nawet tak bogatych jak Antoni Radziwiłł. A był on wówczas królewskim namiestnikiem Wielkiego Księstwa Poznańskiego i właścicielem między innymi wielkiego berlińskiego pałacu przy Wilhelmstrasse, rezydencji przy placu Kolegiackim w Poznaniu, letniego zameczku w Ciszycy koło Kowar. To głównie w Ciszycy, zwanej wówczas Ruhberg, komponował Radziwiłł największe muzyczne dzieło swojego życia, kompozycję do „Fausta” Goethego. Wielki myśliciel i poeta niemiecki nie słyszał za życia tej „śpiewogry” – bo tak brzmi nazwa utworu w polskim tłumaczeniu – ale w pełni zaakceptował przedstawione mu przez kompozytora jej fragmenty. Notabene pierwsze pełne wykonanie „Fausta” z muzyką Radziwiłła miało miejsce dopiero dwa lata temu, 15 sierpnia 2012 r. przed pałacem w dolnośląskim Wojanowie. Pomysłodawcą tego wydarzenia był Wojciech Czemplik, dyrektor muzyczny festiwalu Sacromontana w Gostyniu. O fragmentach muzyki do „Fausta”, które w czasie pobytu w Antoninie pokazywał Chopinowi Radziwiłł, Fryderyk, nieskory do pochwał, miał powiedzieć, że nie spodziewał się po namiestniku aż takiego talentu…
Uważa się, że Chopin spędził w Antoninie tydzień. Tymczasem wybitny badacz życia i twórczości polskiego kompozytora Henryk F. Nowaczyk udowadnia, że pobyt trwał 10 dni i że były to dni pełne przyjemnych wrażeń. Młody mężczyzna obracał się w towarzystwie dwóch młodziutkich pięknych arystokratek, którym z rozkoszą „ustawiał paluszki” na klawiaturze. Wieczorem Fryderyk oddawał się rozmowom i muzykowaniu z amatorem, ale wielce sprawnym technicznie wiolonczelistą, księciem Antonim. Od tego wypoczynku oderwała go chęć dokończenia Koncertu fortepianowego i zobaczenia swojej ówczesnej i pierwszej w życiu miłości, koleżanki ze studiów śpiewaczki Konstancji Gładkowskiej, dlatego Chopin zdecydował się na powrót do Warszawy. Nigdy już nie powrócił do Antonina, ale wspominał to miejsce nawet po wielu latach w dalekim Paryżu.
Muzyczne szranki
Obecnie w Antoninie każdego roku we wrześniu (od 33 lat) można posłuchać wspaniałych kompozycji Chopina, a także innych twórców muzycznych. W czasie koncertów zawsze wykonywany jest też ten jeden szczególny – skomponowany w Antoninie dla księcia Radziwiłła Polonez C-dur op. 3 na fortepian i wiolonczelę. Introdukcję do utworu dopisał Chopin już po powrocie do domu. W tym roku utwór ten wykonały pianistka Ewa Pobłocka i jej 16-letnia córka Marysia Leszczyńska – wiolonczelistka. Udział w muzycznej imprezie wzięła też Ewa Leszczyńska, starsza córka, śpiewaczka obdarzona pięknym głosem, wielką muzykalnością oraz talentem aktorskim.
Największym wydarzeniem festiwalu był recital Lukasa Geniusasa, pamiętnego zdobywcy II nagrody na ostatnim konkursie chopinowskim. Pianista zagrał potężne objętościowo Preludia Rachmaninowa i Etiudy op. 10 Chopina. I to jak zagrał! Recital niezłej przecież Leonory Armellini, grającej Etiudy op. 25, przy Geniusasie wypadł blado. Armellini była jak uczennica przy mistrzu. Dużo pracy czeka jeszcze młodziutką włoską pianistkę, jeśli rzeczywiście chce startować powtórnie w konkursie.
W festiwalu wziął udział również Włodek Pawlik, wykształcony klasycznie pianista jazzowy, grający bosko utwory inspirowane klimatem chopinowskim.
Wierna publiczność
Organizatorzy festiwalu w Antoninie stanęli na wysokości zadania. Andrzej Leraczyk, pełen uroku szef festiwalu usuwający się zawsze z pierwszego miejsca na dalsze pozycje, gdy chodzi o zbieranie gratulacji. Pomocny i niepotrafiący odmawiać. Maria Frąszczak, jego zastępczyni, szczera do bólu, realnie oceniająca możliwości finansowe, będąca jak piorunochron dla dyrektora. I Barbara Fibingier, dyrektor Centrum Kultury i Sztuki w Kaliszu, najprawdziwsza dama. Ten tercet wraz z gronem fachowców organizuje jedno z najbardziej urokliwych wydarzeń muzycznych w Polsce. Za niewielkie – w stosunku do organizowanych w wielkich miastach festiwali – pieniądze.
I publiczność. Wierna, choć niekiedy naiwna i bezkrytyczna. Po jednym z popołudniowych koncertów, na zewnątrz usłyszałem rozmowę dwojga eleganckich gości: – Piękny pałac, tylko niepotrzebnie postawili pośrodku ten słup [zabytkowy piec z czasów Radziwiłła – St. B.], który zasłania widok”.