Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Przemysław Dakowicz,
21.09.2014 19:50

​Jeden dzień na Łączce (2)

Wchodzących na powązkowski Cmentarz Wojskowy wita grób płk. Ryszarda Kuklińskiego, usytuowany na samym początku Alei Zasłużonych.

Wchodzących na powązkowski Cmentarz Wojskowy wita grób płk. Ryszarda Kuklińskiego, usytuowany na samym początku Alei Zasłużonych. Życie Kuklińskiego to jeden z najbardziej wymownych dowodów na słuszność tezy o wpływie poszczególnych ludzkich decyzji na kształt historii.
 
Gdyby w epoce dominacji ZSRS pułkownik nie podjął swojej straceńczej misji, wydarzenia w tej części Europy potoczyłyby się zapewne nieco innym torem. Losy Kuklińskiego i jego najbliższych także wyglądałyby inaczej – być może nie byłoby w nich miejsca na zgryzotę i cierpienie, na pytania o sens wyborów stawiających interes zbiorowości wyżej niż osobiste korzyści. Grób pułkownika na Powązkach to znamię pieczętujące całą dwudziestowieczną historię Polski. „Jestem tu” – mówi do odwiedzających nekropolię – „byście pamiętali, z jakim trudem osiąga się miejsce w panteonie, jak wiele trzeba poświęcić, ile zapłacić”.
 
Powązki Wojskowe jawią się komuś, kto obcuje z historią, z jej pisemnymi przekazami, kto próbuje zrozumieć rytm dziejów, znaleźć zasadę porządkującą, cel i sens, telos historii – jako domena aksjologicznego chaosu, jako przestrzeń znaczeń nieostrych, rozmytych, nawzajem się wykluczających i pozbawionych hierarchii. Groby katów stoją tu w sąsiedztwie grobów bohaterów. „Polska” śpi obok Polski.
 
Osoby nieobeznane z historiografią, nieznające faktów (np. młodzież szkolna) przyjmują do wiadomości równowartość porządków niewspółmiernych, uczą się postrzegać tradycję jako mieszaninę postaw sprzecznych, wartości prawdziwych i fałszywych, stanowisk wyrastających z systemów wartości i antywartości. W owym tyglu wszystko jest równie istotne i wszystko w równym stopniu pozbawione istotności. „Prawda nie istnieje – sączy się w uszy przechodnia szatański szept. – Prawda jest kwestią interpretacji; wybieraj więc, klucz, kontaminuj, konstruuj całość z dowolnie wyselekcjonowanych fragmentów”. W takim kształcie, jaki został nam dany, Powązki narzucają wizję wolności „od” (obowiązku, powinności, wierności), nie wolności „do”. Zamiast zobowiązania – brak zobowiązań. Zamiast kontynuacji – nieustanne rozpoczynanie od nowa. Jakby przeszłość nie istniała, jakby nigdy nie było nic prócz wiecznego „teraz”.
 
Jaka i czyja?
 
W jednej ze swoich wypowiedzi płk Kukliński stwierdził, że jego osobisty los niewielkie ma znaczenie, że ważne jest tylko jedno pytanie: „jaka Polska i czyja Pol-ska?”. Stoimy w miejscu, przez które biegnie alejka między kwaterami Ł i ŁII, nad dołem wydrążonym przez koparkę. Andrzej Pilecki, syn rotmistrza, prof. Krzysztof Szwagrzyk i my, troje wolontariuszy. Ściskam rękę pana Andrzeja i bąkam kilka okolicznościowych słów, skonfundowany i przejęty. Pan Andrzej opowiada o swoich wizytach na Łączce w latach komunizmu, o zostawianych przezeń kartkach z informacją dotyczącą losów ojca, o tym, jak prędko znikały, jak bardzo teren ten kontrolowany był przez służby jawne i tajne. Profesor opisuje mu zakres działań podjętych przez IPN. Zaglądają do pustej jamy w ziemi. „Jaka Polska i czyja Polska?” – rozbrzmiewa bezgłośnie pytanie Ryszarda Kuklińskiego, ale odpowiedź nie pada. Słońce popołudnia przeczesuje wąskie przestrzenie między grobami i kapituluje przed tym, co w głębi, pod powierzchnią. Oddalam się, by obserwować ich z dystansu, gestykulujących, kiwających głowami, przechadzających się po kilku metrach kwadratowych ziemi i piasku. Mam wrażenie, jakbym oglądał film z zamierzchłej przeszłości, wrażenie wzmocnione wytrwałym szumem kamery Arkadiusza Gołębiewskiego, który stoi przy ogrodzeniu i stara się niczego nie uronić z tej chwili.
 
Jaka i czyja jest współczesna Polska? Gdyby była krajem, o który walczyli Pilecki, Dekutowski, Ciepliński, Fieldorf, Kasznica oraz zastępy innych – czy nie uczy-niłaby wszystkiego, by ich hańbiącą śmierć nagrodzić, by szczątki swoich najlepszych synów wydobyć z anonimowych dołów i z państwowymi honorami przenieść na miejsce wspólnej pamięci? Czy ich kości i czaszek nie traktowałaby jako świętości, relikwii, jako znaków własnego trwania? Jeżeli tak nie czyni – czym jest? A tamci Zmarli, tkwiący pod grobami funkcjonariuszy komunistycznego systemu, gdyby zostali przywróceni do życia, czy powiedzieliby: „Tak, to nasza ojczyzna, nasza matka, za którą raz jeszcze gotowiśmy oddać, co mamy najcenniejszego”?
 
Jeśli nie, co by nam rzekli, rozważcie, co by nam rzekli?

Cały artykuł ukazał się w "Gazecie Polskiej Codziennie"
 

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej