Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,​Tomasz Sakiewicz,
10.08.2014 14:20

Unia, stany czy państwo

To właśnie między innymi takim państwom jak Węgry trzeba stworzyć alternatywę pomiędzy Rosją i Berlinem.

To właśnie między innymi takim państwom jak Węgry trzeba stworzyć alternatywę pomiędzy Rosją i Berlinem. Ta alternatywa może zostać zbudowana w ramach zreformowanej Unii Europejskiej, albo tworzenia większego organizmu atlantyckiego z udziałem USA. Może się okazać, że wcześniej czy później powstanie unia Europy Środkowo-Wschodniej na dawnych terenach Jagiellonów.

Czym była Polska jagiellońska: jednym państwem, federacją, unią państw? Przede wszystkim była unią narodów. Węgrzy, którzy rozpoczęli proces tworzenia tej unii, nie zawsze znajdowali się w obrębie wspólnego państwa. Jednak istniał system sojuszy i silnych powiązań, które zaowocowały np. koalicją antyturecką w piątej dekadzie piętnastego wieku. Sojusz okazał się na tyle silny, że mimo rozdrapania Węgier pomiędzy Turków i Habsburgów resztka niepodległego państwa powstałego po rozpadzie tego królestwa, Siedmiogród, weszła z Rzecząpospolitą w unię personalną. Stało się to za sprawą Stefana Batorego, który zasłużył się bardzo w naszej historii.

Trzeci naród

W miarę rosnących zagrożeń następowała unifikacja tej wielkiej wspólnoty narodów przy jednoczesnej próbie uregulowania ich statusu. Państwo miało dwie stolice: Kraków i Wilno, a polski król zarządzał dwoma odrębnymi organizmami. Nieszczęśliwie na czas nie rozwiązano problemu trzeciej stolicy – Kijowa – zupełnie pomijając sprawę aspiracji Rusinów. Byli oni innego wyznania niż Polacy i nawróceni świeżo na katolicyzm Litwini. Elity mieszkające na późniejszej Ukrainie nie cieszyły się takimi sami przywilejami jak Litwini, musieli czekać na uznanie Krakowa lub Wilna. Tymczasem był to największy obszar Rzeczypospolitej i nieuregulowanie na czas jego statusu politycznego doprowadziło do tragedii bratobójczych wojen, a następnie rozpadu I Rzeczypospolitej i stopniowego podboju tych terenów przez Rosję i państwa germańskie. I Rzeczpospolita doskonale sobie radziła z zewnętrznymi napadami, jednak zupełnie sobie nie dała rady z buntami na Kresach. To one, a nie świetna organizacja państwa doprowadziły do rozwoju potęgi Moskwy. Co ciekawe, takich problemów nie było z Litwą, która została administracyjnie potraktowana jak równorzędny partner.

Była to unia na stałe dwóch narodów, czasem trzech, kiedy dołączali Węgrzy – jednak zapomniano o czwartym – Rusinach, którzy zasileni przez masy uciekające z Rzeczypospolitej zaczęli tworzyć państwo kozackie, będące zalążkiem współczesnej Ukrainy. Bunty kozackie wcale nie miały służyć oderwaniu Ukrainy od Rzeczypospolitej, ale upodmiotowieniu jej w ramach wspólnego organizmu. Dopiero pobici Kozacy, poranieni wojną zwrócili się w kierunku Rosji. Oderwanie znacznych obszarów Ukrainy od Rzeczypospolitej miała przypieczętować ugoda perejasławska. Dopiero wtedy Polacy i Litwini poszli po rozum do głowy i zawarli porozumienie tworzące Rzeczpospolitą Trojga Narodów – ugodę hadziacką.

Spóźnione rozwiązanie

Gdyby nasi przodkowie zdążyli na czas i dogadali się wcześniej z Ukraińcami, dzisiaj Rosja byłaby tylko państwem o zasięgu Księstwa Moskiewskiego. Jednak było już za późno. Zbyt wiele rozlało się krwi, zbyt wiele było wzajemnych rozczarowań, by zatrzymać ekspansję rosyjską. Wiek później I Rzeczpospolita zupełnie upadła podzielona pomiędzy dwa imperia: germańskie i świeżo wyrosłe rosyjskie.

Gdyby powstała unia trzech narodów za kolejnych sto lat, pewnie aktualny stałby się problem aspiracji tworzącego się narodu białoruskiego. Być może z trzech narodów wyłoniłby się czwarty i kolejne. Wszystkie mogły jednak żyć w jednym organizmie na wzór przyszłych Stanów Zjednoczonych. To właśnie tam zrealizowano w pełni projekt I Rzeczypospolitej. Podział administracyjny i stopień integracji państwa musi odpowiadać aspiracjom tworzących je społeczności, ale musi też dawać gwarancje skutecznego działania w polityce zewnętrznej. Nasi przodkowie mieli przeczucie takiego państwa. Mieli też pewien pomysł na jego realizację. Zabrakło jednak determinacji dla dobra wspólnego i zabrakło szczęścia takiego, jakie mieli założyciele USA, których od wrogów odgrodziły oceany.

Idea jagiellońska

Czy takim projektem nie jest dzisiaj Unia Europejska? Po części jest, ale dominacja Germanów i subtelność, jaką przy tym się wykazują wobec narodów Europy Środkowej i Wschodniej, powoduje, że państwa naszego regionu w Unii nie czują się do końca u siebie. Najlepszym przykładem są Węgry, które ciemiężone przez biurokrację unijną wolą w wielu sprawach współpracować z Rosją. To właśnie między innymi takim państwom jak Węgry trzeba stworzyć alternatywę pomiędzy Rosją i Berlinem. Ta alternatywa może zostać zbudowana w ramach zreformowanej Unii Europejskiej albo tworzenia większego organizmu atlantyckiego z udziałem USA. Może się okazać, że wcześniej czy później powstanie unia Europy Środkowo-Wschodniej na dawnych terenach Jagiellonów. Dołączy do niej egzotyczna dla nas, ale chrześcijańska Gruzja. Słabnięcie Rosji zmieni też zainteresowania sojusznicze Armenii, która jak na razie szuka sojuszników przeciwko narodom tureckim. Europa będzie musiała wziąć pod uwagę rosnący potencjał narodów naszej części kontynentu i tu przesunąć ciężar swojej polityki. Trudno nam traktować Europę inaczej niż jako germańską, kiedy jej stolice polityczne znajdują się w Brukseli i Strasburgu, a faktyczne w Berlinie i Paryżu. Przyjdzie czas, że trzeba będzie przesunąć część europejskich instytucji do Jagiellońskiego Krakowa, gdzie są groby Królów Polski, Węgier, Czech oraz władców Litwy i Rusi. Ten proces można spowalniać, jak robią to obecnie Niemcy, albo niszczyć siłą, tak jak Rosja, ale zatrzymać się go nie da. Ziarno rzucone w czasach I Rzeczypospolitej zaczęło kiełkować.

Powyższy tekst to fragment książki Tomasza Sakiewicza „Testament I Rzeczypospolitej. Kulisy śmierci Lecha Kaczyńskiego”, która ukaże się już wkrótce nakładem Wydawnictwa M. Śródtytuły pochodzą od redakcji.

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej