Poczet zdrajców polskich
W toczącym się sporze, kto bohater, kto zdrajca, który nabrał emocji po znakomitym obrazie Pasikowskiego o pułkowniku Kuklińskim, uchodzi jakoś uwadze szerszy kontekst historyczny.
Zmierzając ku bliższym czasom – co myśleć o II Rzeczypospolitej, gdy jej wojskowe kadry dowódcze składały się prawie wyłącznie z renegatów, którzy złamali przysięgi dawane wcześniej rozmaitym Mikołajom, Wilhelmom i Franciszkom Józefom? I co tu się dziwić, że sąsiedzi nazywali nas „pokracznym bękartem traktatu wersalskiego”?
Oczywiście historia Polski obfituje w postacie, które pozostały wierne swoim przysięgom i zobowiązaniom – jak choćby Ksawery Branicki, Seweryn Rzewuski, Szczęsny Potocki („Ja już jestem Rosjaninem!”). Wytrwał przy Najjaśniejszym Panu Mikołaju I niegdysiejszy jakobin, generał Zajączek i generał Wincenty Krasiński, nie zhańbił się brakiem lojalności margrabia Wielopolski (uznający brankę polskiej młodzieży za „mniejsze zło”), nigdy nie zdradził ideałów rewolucji Feliks Edmundowicz Dzierżyński.
Dlatego kiedy rozważamy casus Kuklińskiego (używanie określenia pułkownik wobec kogoś, kto został zdegradowany, trzeba uznać za wysoce ryzykowne), weźmy pod uwagę autorytety – nasz legendarny noblista wyraził się jednoznacznie: „Kto raz zdradził, zawsze zdradzać będzie”, a zasłużony sprawca porozumienia Okrągłego Stołu, generał „Baczność” Jaruzelski, stwierdził otwarcie: „Jeśli kreować Kuklińskiego na bohatera, to za kogo trzeba by uznać nas?”. Najdobitniej i najprecyzyjniej zamknął tę kwestię Adam Michnik słowami: „Odpieprzcie się od generała!”. I tego należy się trzymać!