Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Tomasz Terlikowski,
15.02.2013 08:30

Przejrzystość Ojca

Nie ustają spekulacje na temat przyczyn decyzji Benedykta XVI o złożeniu urzędu. Liberałowie twierdzą, że to otwarcie na świat, poszukiwacze sensacji węszą gigantyczny spisek, a miliony katolików szukają odpowiedzi na pytanie, dlaczego Ojciec Święty

Nie ustają spekulacje na temat przyczyn decyzji Benedykta XVI o złożeniu urzędu. Liberałowie twierdzą, że to otwarcie na świat, poszukiwacze sensacji węszą gigantyczny spisek, a miliony katolików szukają odpowiedzi na pytanie, dlaczego Ojciec Święty zrezygnował, i to wskazując nie tylko na słabość zdrowia, ale i ducha.

Emocje wciąż, i nie ma w tym najmniejszego zaskoczenia, buzują. I to nie tylko w Polsce. Katolicy na świecie nadal mają w pamięci odchodzącego Jana Pawła II i jego wielkie świadectwo życia. Dlatego choć niemal nikt (poza kard. Stanisławem Dziwiszem) nie porównuje wprost postaw tych dwóch papieży, w głowach milionów katolików rodzi się pytanie, dlaczego Benedykt XVI podjął decyzję o abdykacji. Gorączkowo szukając odpowiedzi, wsłuchują się w każde słowo wypowiadane – u końca tego pontyfikatu – przez samego papieża.

Ostatnia publiczna msza św. odprawiona w Środę Popielcową, a także spotkanie (nieostatnie) z wiernymi na audiencji generalnej jasno pokazały, jak bardzo myli się ta część liberalnych komentatorów, którzy sugerują, że abdykacja Benedykta XVI to decyzja podjęta po to, by „wreszcie otworzyć się na świat” i „nowoczesną demokrację”. Decyzja Ojca Świętego niewiele ma wspólnego z uznaniem „kadencyjności” papiestwa (były jezuita prof. Stanisław Obirek wyraził nadzieję, że kadencja taka będzie trwała osiem lat) czy przekonaniem, że papież powinien odchodzić na emeryturę. Nie sposób jej też zinterpretować jako odrzucenia „konserwatywnej” (w języku mediów), czyli po prostu ewangelicznej linii tego pontyfikatu. Są one raczej „znakiem”, profetycznym gestem, który przyjdzie nam – i to zapewne jeszcze przez wiele lat – interpretować. A ostatnie publiczne wypowiedzi papieża dają sporo materiału do analizy.

Głęboko religijne przemówienia

Myliłby się jednak ten, kto poszukiwałby w słowach Benedykta XVI wygłoszonych w ostatnią środę prostych odpowiedzi. Papież nawet nie próbuje łatwo i bezpośrednio tłumaczyć swojej decyzji. On jedynie przekazuje Słowo Boże i przypomina, co to znaczy być chrześcijaninem w świecie. Pierwszym tropem, który zostaje podpowiedziany w kazaniu podczas ostatniej publicznej mszy Benedykta XVI, jest troska o wspólnotę Kościoła, o jej oczyszczanie. „Modlitwa ta każe się nam zastanowić nad znaczeniem świadectwa wiary i życia chrześcijańskiego każdego z nas i naszych wspólnot, by ukazać oblicze Kościoła, a także jak to oblicze bywa niekiedy zeszpecone. Mam na myśli zwłaszcza grzechy przeciwko jedności Kościoła, podziały w ciele Kościoła. Przeżywanie Wielkiego Postu w bardziej intensywnej i widocznej komunii kościelnej, przezwyciężając indywidualizm i rywalizację, jest pokornym i cennym znakiem dla tych, którzy są daleko od wiary lub dla ludzi obojętnych” – podkreśla Benedykt XVI.

Z tych słów wynika przede wszystkim głęboka troska papieża o to, by w analizowaniu przyczyn jego ustąpienia nie odejść od ducha Kościoła. Papież jest oczywiście widzialną głową Kościoła, następcą św. Piotra i zastępcą (wikariuszem) Jezusa Chrystusa, ale nie jest całym Kościołem. Wierni zatem modląc się za papieża, za Kościół i za konklawe, szukając odpowiedzi, powinni także zająć się oczyszczeniem swojego życia, działania i sobie najbliższych wspólnot, tak by przestały one „szpecić” oblicze Kościoła. Mocno podkreślona jest w tych słowach także walka z ludzkim indywidualizmem, który sprowadza wiarę do decyzji jednostki. Tymczasem – przypomina Benedykt – wiara ma być zawsze sprawą wspólnoty, która wzajemnie siebie wspiera, podtrzymuje, łączy w modlitwie.

Świadectwo trudnych czasów

Tylko wewnątrz takiej wspólnoty, w zakorzenieniu się w niej można budować prawdziwą chrześcijańską wiarę na trudne czasy. A te nie tyle dopiero nadejdą, ile już trwają. Niezwykle mocno przypomniał o tym papież w przemówieniu podczas audiencji generalnej w Watykanie. Chrześcijanie – zdawał się mówić papież – muszą być gotowi na prześladowania. W Europie miękkie, ale nie mniej trudne niż w innych częściach świata. Rzeczywiście współczesne społeczeństwo poddaje chrześcijanina wielu próbom, i dotykają one życia osobistego i społecznego. Niełatwo jest podjąć decyzję, by być wiernym w chrześcijańskim małżeństwie, praktykować miłosierdzie w życiu codziennym, pozostawić w nim miejsce na modlitwę i ciszę wewnętrzną. Nie jest łatwo publicznie przeciwstawić się wyborom, które wielu uważa za oczywiste, jak aborcja w wypadku „niepożądanej ciąży”, eutanazja w sytuacji poważnych chorób lub selekcja embrionów w celu zapobiegania chorobom dziedzicznym. Nieustannie obecna jest pokusa, by pomijać swoją wiarę, a nawrócenie staje się odpowiedzią Bogu, która zawsze musi być potwierdzona wiele razy w życiu – powiedział Ojciec Święty.

Te słowa można potraktować jako swoisty testament Benedykta XVI, wielkie wezwanie, jakie kieruje on do chrześcijan. „Rozważywszy po wielekroć rzecz w sumieniu przed Bogiem, zyskałem pewność, że z powodu podeszłego wieku moje siły nie są już wystarczające, aby w sposób należyty sprawować posługę Piotrową. […] Niemniej, aby kierować łodzią św. Piotra i głosić Ewangelię w dzisiejszym świecie, podlegającym szybkim przemianom i wzburzanym przez kwestie o wielkim znaczeniu dla życia wiary, niezbędna jest siła zarówno ciała, jak i ducha, która w ostatnich miesiącach osłabła we mnie na tyle, że muszę uznać moją niezdolność do dobrego wykonywania powierzonej mi posługi” – mówił Benedykt XVI do kardynałów. I trudno nie odczytywać tych słów jako zapowiedzi trudnych czasów, wielkich wyzwań, z którymi mierzyć się musi nie tylko Kuria Rzymska czy papież, ale każdy chrześcijanin.

Transparentność papieża

I być może właśnie to wyzwanie wspólnotowej, a nie indywidualnie pojętej odpowiedzialności za Kościół jest najważniejszym „znakiem”, jaki chce nam przekazać Benedykt XVI. On swoją rezygnacją przypomina, że to nie papież jako idol, światowy autorytet, ale Chrystus zawsze stoi w centrum chrześcijaństwa. Biskup Rzymu jest tylko jego zastępcą i ma być całkowicie przejrzysty, tak jak cały Kościół, by przez niego przemawiał Chrystus. Umiejscowienie papieża w przestrzeni medialnej, skłonnej do kreowania idoli, niekoniecznie musi sprzyjać tej jego fundamentalnej roli. Rezygnacja z urzędu może być więc wielką próbą przypomnienia, że to nie Joseph Ratzinger i nie Karol Wojtyła są ważni w papiestwie, ale Chrystus, który powierzył im swój Kościół, aby prowadzili go w Jego, a nie swoim imieniu.

Jeśli spojrzeć na to z takiej pespektywy, nie ma sprzeczności między decyzją Jana Pawła II i Benedykta XVI. Ten pierwszy pokazał, że od słów (wspaniałych i głębokich) ważniejsze jest promieniowanie Ducha, który objawił się w cierpieniu. Można powiedzieć, że bł. Jan Paweł II stał się – szczególnie w czasie odchodzenia – żywą ikoną Ducha Świętego. Benedykt XVI zaś pokazał, że od posługi słowa ważniejsze jest świadectwo Chrystusa i umiejętność wycofania się, by własna osoba nie przesłaniała Wcielonego Boga. Obie te postawy są dla nas darem na czasy, w których będzie nam przewodził nowy biskup Rzymu. Następca św. Piotra, a nie Ratzingera czy Wojtyły.

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane