Okiem fantasty
Miałem pisać o czymś zgoła innym, ale w obliczu papieskiej decyzji o rezygnacji z tronu Piotrowego zajmowanie się naszymi marnymi problemami wydaje mi się dziś niestosowne. Nie podejmuję się oczywiście ani oceniać pontyfikatu Benedykta, powszechnie u
W końcu według „Proroctwa św. Malachiasza”, zmarłego w 1148 r. w Clairveaux na rękach św. Bernarda, biskupa Armagh i prymasa Irlandii, ten papież określony „z chwały oliwki” miał być przedostatnim. Potem już bez numeru porządkowego następuje ostatni zapis: „W czasie najgorszego prześladowania Świętego Kościoła Rzymskiego [na tronie] zasiądzie Piotr Rzymianin, który będzie paść owce podczas wielu cierpień, po czym miasto siedmiu wzgórz [Rzym] zostanie zniszczone i straszny Sędzia osądzi swój lud. Koniec”.
Na nasze szczęście dopuszczane są różne interpretacje, a brak numeru porządkowego ma wskazywać, że przed Piotrem II może pojawić się jeszcze wielu Namiestników Chrystusa. Ale czy nie będą to dla Kościoła i wiernych czasy zupełnie odmienne?
Oczywiście wielu uważa Listę 112 papieży za fałszerstwo, powstałe około roku 1590, tyle że nawet jeśli idzie o ostatnie stulecie, jest ona niezwykle trafna...
Ale czy niespodziewana dymisja Pontifexa może mieć z tym związek?
Na Malachiaszu proroctwa się nie kończą, a w objawieniach fatimskich jest mowa o wielkim zagrożeniu Kościoła. Toteż pojawia się pokusa szukania w decyzji Józefa Ratzingera drugiego dna, w końcu stan zdrowia Karola Wojtyły był o wiele gorszy, ale Jan Paweł II nawet własną śmierć poświęcił Dziełu Zbawienia. A może świadom zagrożenia wewnątrz Kościoła (choćby przez masonerię, ponoć obecną w Watykanie), pragnąc zapobiec – co też pojawia się w proroctwach – wyborowi Antychrysta, Benedykt, wybitny intelektualista, a zarazem teolog o wielkiej odwadze, zdecydował się na działanie wyprzedzające – konklawe, na które mieć będzie nieformalny i potężny wpływ.
Świat nie skończył się w grudniu 2012 r., miejmy nadzieję, że nie skończy się także w marcu 2013. Pisarzom pozostaje fantazjowanie, a wiernym modlitwa.