Niby wszyscy na prawicy wiedzą, jaką strategię przyjąć, aby odsunąć od władzy Donalda Tuska, ale nie ma dziś autorytetu, który mógłby zjednoczyć te środowiska. Prawica potrzebuje bolesnej porażki, aby znów dojść do oczywistych wniosków i przypomnieć sobie, jak działa metoda d’Hondta. Niewiele zmieni nawet zwycięstwo nad liberalną lewicą. Jest bowiem niemal pewne, że prawicowcy, gdyby stworzyli jakimś cudem rząd, robiliby to, co robią teraz. Wykrwawialiby się w bojach o to, co kto powiedział między schabowym a deserem. Taki rząd to pewna kompromitacja. Dlatego uważam, że w 2027 r. nie dojdzie do przełomu. Nie będzie rządu Państwa marzeń. Zatriumfują małe interesiki i warcholstwo. Polska będzie lecieć kolejne cztery lata na autopilocie bez obranego kierunku.
2027 – rok na straty
Po rozpadzie PiS można już pomału zapisywać rok 2027 na straty.