A nasi Czytelnicy zaczęliby je palić? A potem jeden z kioskarzy zostałby oblany brunatną (brunatną!!!) cieczą? O analogii do palenia książek przez Hitlera krzyczałaby cała Europa. A co mówiono by o sędzi posłusznej wobec dyktatury Kaczyńskiego? Co o atmosferze nienawiści? Kiedy na badania psychiatryczne trafiłaby niezrównoważona, agresywna kobieta, co napadła na kioskarza? Co działoby się w PE? Co mówiłby Frans Timmermans, co Adam Bodnar, a co Helsińska Fundacja? Patrzę na nieco zażenowaną twarz Jacka Żakowskiego, gdy ogłasza ten „sukces”, oraz na nieskażone śladem inteligencji buzie adwokatów (jak ja nienawidzę tej obrzydliwej prawniczej mentalności!) Sylwii Gregorczyk-Abram oraz Michała Wawrykiewicza i wiem, że miał rację Mario Puzo, autor „Ojca chrzestnego”, gdy pisał, że „prawnik ze swą teczką może ukraść więcej niż tysiąc ludzi z pistoletami”.
Palenie gazet i brunatna ciecz
Czy wyobrażają sobie Państwo, co działoby się po decyzji sądu nakazującej wycofanie z kiosków tygodników „Polityka” i „Newsweek” czy też – co słabo wykonalne – jakichś dodatków do nich? I gdybyśmy my, mimo nieprawomocności postanowienia, zaapelowali do Czytelników, by straszyli kioskarzy, że sprzedają te gazety nielegalnie?