A PSL w klęsce Kidawy-Błońskiej widzi historyczną szansę na to, by stać się głównym ugrupowaniem opozycyjnym. No i Władysław Teofil Bartoszewski ogłosił, że ojciec, gdyby żył, chyżo pognałby na wybory. Mało, żeby pognał. Jeszcze „zdecydowanie potępiłby nawoływanie do bojkotu”. I co gorsza, odpowiedzialnością za wygraną Andrzeja Dudy obciążyłby „wszystkich, którzy nawoływali do bojkotu”. Jak wyglądałoby takie potępienie, łatwo sobie wyobrazić, pamiętając ostrość języka zmarłego polityka. Oj, miałby się z pyszna rudy dyplomatołek, frustrat i dewiant psychiczny. Odradzam Tuskowi eskalowanie sporu, bo kolejna zapowiedź syna, że Bartoszewski senior wstanie z grobu, żeby na złość Tuskowi karnie udać się do skrzynki pocztowej i zagłosować korespondencyjnie, może pozbawić PO ostatnich 2 proc. zwolenników.
A Bartoszewski by nie bojkotował
Jak przypomniał kilka dni temu Donald Tusk, Władysław Bartoszewski mówił, że warto być przyzwoitym. I wyjaśnił, że dziś być przyzwoitym, to bojkotować wybory. Tusk mało bywa w Polsce, ze wspaniałej Brukseli do nędznej Warszawy jest 1300 km, więc trudno się dziwić, że nie dostrzegł takiego drobnego szczegółu, iż syn Władysława Bartoszewskiego jest dziś w PSL.