Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Lifestyle

Tłusty czwartek i... najbardziej bezczelne święto Krakowa. Tego dnia porywano nawet senatorów!

Tłusty czwartek bywa słodki, ale w dawnym Krakowie potrafił być też bezlitośnie figlarny. Rynek zamieniał się w scenę kobiecego triumfu, a przekupki – w niepodzielne władczynie miasta. Zatrzymywały senatorów, czochrały biedniejszych za włosy i domagały się okupu. Wszystko pod jednym hasłem: „Comber!”.

Gdy dziś ustawiamy się w kolejce po pączki, trudno uwierzyć, że w Małopolsce tłusty czwartek miał kiedyś temperament znacznie bardziej teatralny. Nazywano go Combrem lub Czombrem – i był to dzień, w którym krakowskie przekupki przejmowały symboliczne stery miasta.

Oskar Kolberg w swoim monumentalnym dziele „Lud, jego zwyczaje…” opisał to z reporterską dokładnością. Otyłe baby straganne – jak notował bez cienia złośliwości – dzieliły się na roty i od świtu maszerowały na Rynek. Tam, naprzeciw orła, ruszał taniec. Śpiewano pieśni combrowe, przygrywała kapela, kieliszki krążyły, a całe miasto wpadało w wir zabawy.

Rynek – z Sukiennicami, ratuszem i kościółkiem św. Wojciecha – zamieniał się w jedno wielkie koło taneczne. Przekupki przebierały się z fantazją: za wielkie panie, z lokami skręconymi z wiórów stolarskich, w strojach karykaturalnie eleganckich. 

I nikt nie był bezpieczny...

Zatrzymywano wszystkich: mieszczan, przechodniów, a nawet dygnitarzy i senatorów. Każdy musiał się wykupić datkiem. Jeśli nie – groziło mu wciągnięcie do tańca i publiczne obsypywanie pocałunkami wśród okrzyków „Comber!”. Biedniejszych czochrano za włosy, śmiejąc się do rozpuku. W tym jednym dniu znikały wszelkie reguły.

Legenda mówi, że nazwa zwyczaju pochodziła od nazwiska surowego burmistrza Krakowa, który miał szczególnie uprzykrzać życie przekupkom. Podobno szarpał je za włosy i traktował z wyraźną niechęcią. Gdy zmarł – właśnie w tłusty czwartek – wśród handlujących kobiet wybuchła radość. Okrzyki „zdechł Comber!” niosły się po mieście, a spontaniczna zabawa stała się tradycją powtarzaną co roku.

Comber był więc czymś więcej niż zabawą. To była scena – z wyraźnie obsadzonymi rolami. Kobiety zyskiwały głos, przestrzeń i widownię. A mężczyźni? Cóż, musieli zapłacić za bilet wstępu.

Zwyczaj przetrwał do 1846 roku, kiedy władze austriackie uznały, że tej swobody jest już wystarczająco dużo. Zakaz zakończył oficjalne obchody, choć echo combrowego śmiechu jeszcze długo krążyło w opowieściach.

Dziś tłusty czwartek kojarzy się z lukrem i nadzieniem różanym. Kiedyś był też dniem, w którym krakowski Rynek pulsował śmiechem, tańcem i odrobiną kontrolowanego chaosu. I może właśnie dlatego historia Combrowego czwartku brzmi tak świeżo – jakby wystarczyło jedno głośne „Comber!”, by znów wszystko ruszyło.

Źródło: niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane