Bałwan powstawał przez dwa dni i od razu przyciągnął uwagę mediów z całej Holandii. Pomysł wyszedł od lokalnego przedsiębiorcy Petera Stegemana, który rzucił hasło wśród znajomych i innych biznesmenów. Odzew przerósł oczekiwania: do akcji dołączyły dziesiątki wolontariuszy, a na miejscu pojawił się ciężki sprzęt – dźwigi i koparki.
Silny mróz wymusił nietypową technikę budowy. Śnieg formowano w bloki i układano warstwami, niczym wielką lodową konstrukcję. Efekt robi wrażenie także w detalach – bałwan ma ramiona z gałęzi drzew iglastych, guziki wykonane z opon samochodowych, a jego nos to… pomarańczowy pachołek drogowy.
Dotychczasowy rekord należał do miejscowości Espelo, gdzie w 1991 roku zbudowano bałwana o wysokości 11 metrów. Teraz palma pierwszeństwa bezdyskusyjnie trafiła do Staphorst.
Uroczyste zakończenie budowy świętowano w obecności burmistrza 17-tysięcznej gminy, który podkreślał, że ważniejszy od samego rekordu jest duch współpracy i spontaniczne zaangażowanie mieszkańców. Organizatorzy mówią wprost: chodziło nie tylko o liczby, ale o wspólne działanie i radość.
Holandię od kilku dni trzyma śnieżna i mroźna aura. Zimowa pogoda powoduje utrudnienia w transporcie drogowym, kolejowym i lotniczym, ale – jak widać w Staphorst – potrafi też przynieść coś, co na długo zostanie w pamięci mieszkańców.