Majka Jeżowska po raz pierwszy zasiadła w fotelu trenerskim w „The Voice Senior” i od razu znalazła się w centrum uwagi. Jej zachowanie, pełne emocji, żartów i otwartości, dla jednych było odświeżające, dla innych – zbyt intensywne. Artystka nie ukrywa, że musi walczyć o swoje miejsce.
„Moja pozycja w świadomości widzów jest inna niż pozostałych trenerów. Dla wielu wciąż jestem ‘panią od dzieci’, w kokardzie na głowie, która śpiewa ‘A ja wolę moją mamę’”
– mówi wprost.
Jak podkreśla, udział w programie to dla niej nie tyle spełnienie marzeń, co naturalny krok. Przez lata pracowała z dziećmi i młodzieżą, prowadziła własny festiwal, z którego wywodziły się późniejsze gwiazdy polskiej sceny.
„Mam doświadczenie wokalne, sceniczne i przede wszystkim potrafię pracować z ludźmi”
– zaznacza. Mimo to przyznaje, że przez lata była pomijana przy innych odsłonach formatu „The Voice”.
Słowo „senior” nie jest dla niej etykietą ograniczającą.
„Jestem seniorką, która nie pamięta, że jest seniorką. Wydaje mi się, że mam około 40 lat”
– mówi Jeżowska. I dodaje, że najbardziej irytują ją niepisane zasady, według których kobieta w pewnym wieku „nie powinna” czegoś robić.
„Te reguły bardzo często wymyślają same kobiety”
– zauważa.
Jeżowska nie ukrywa, że dziś patrzy na siebie z większą czułością niż kiedyś.
„Widzę zmarszczki, czasem stosuję botoks, ale daję sobie prawo do zmiany”
– przyznaje. Jej zdaniem doświadczenie daje siłę, a nie powód do wycofania się.
„Teraz czuję się piękna i szczęśliwa. Życie zaczyna się po sześćdziesiątce”
– mówi bez wahania.
Artystka podkreśla, że nie musi już niczego nikomu udowadniać.
„Będę dalej robić swoje”
– zapowiada. I pokazuje, że scena, nowe projekty i odwaga w podejmowaniu wyzwań nie mają metryki. Senior? Owszem. Ale z energią, której mogłoby pozazdrościć wielu młodszych.