Prokuratura domagała się dla Routha dożywocia bez możliwości zwolnienia warunkowego, twierdząc, że mężczyzna nie okazał skruchy i nigdy nie przeprosił - podała agencja AP. Adwokat wnioskował o 27 lat więzienia, zwracając uwagę na wiek skazanego, który w lutym skończy 60 lat.
Sędzia Aileen Cannon, zwracając się do Routha, oświadczyła, że jest dla niej ewidentne, że „uczestniczył on w obmyślonym, wyrachowanym planie pozbawienia życia ludzkiego” - relacjonował Reuters.
Prokurator John Shipley powiedział, że przestępstwa popełnione przez Routha miały na celu „zburzenie amerykańskiej demokracji”, i zaapelował do sędzi, by poprzez wyrok wysłała sygnał, że przemoc na tle politycznym jest niedopuszczalna.
Reuters przekazał, że Routh wygłosił chaotyczne przemówienie, w którym wspomniał, że chciałby zostać wymieniony na więźniów politycznych za granicą. - Codziennie oddawałem poświęcałem się w całości dla dobra mojej społeczności i tego kraju – powiedział Routh.
Wyrok ogłoszono na tej samej sali sądowej, na której we wrześniu Routh próbował zranić się długopisem w szyję, gdy został uznany za winnego próby zamachu na Trumpa.
Ława przysięgłych uznała go za winnego wszystkich zarzucanych mu czynów. Ciążące na nim zarzuty dotyczą m.in. próby zamachu, napaści na funkcjonariusza federalnego oraz naruszenia przepisów dotyczących broni palnej.
Proces Routha rozpoczął się niemal rok po wydarzeniach z 15 września 2024 roku. Według prokuratury agent Secret Service udaremnił wówczas próbę zamachu na Trumpa, gdy polityk grał w golfa w klubie w mieście West Palm Beach na Florydzie. Trump był wtedy kandydatem na prezydenta.
Jak twierdzą śledczy, Routh planował zabójstwo przez wiele tygodni, po czym 15 września 2024 roku pojawił się z karabinem i wycelował w Trumpa. Agent ochrony otworzył ogień do napastnika, który w reakcji porzucił broń i zbiegł bez oddania ani jednego strzału.
Mężczyzna nie przyznał się do winy i reprezentował sam siebie przed sądem. Powiedział ławie przysięgłych, że nie planował nikogo zabijać. - Trudno mi uwierzyć, że doszło do przestępstwa, jeśli nikt nie pociągnął za spust - argumentował.