Nad zespołem zawisły czarne chmury. Decyzje zarządu województwa mazowieckiego, który w trakcie sezonu obciął radykalnie dotację, oraz zmiany statutu instytucji wskazują na to, że stała się ona dzieckiem niechcianym. Pieniędzy w budżecie kameralistów starczy do połowy października. W tym czasie zrealizują – na szczęście – XXII Festiwal Mozartowski, czyli sześciotygodniowy cykl prezentacji wszystkich oper salzburskiego mistrza, co jest fenomenem na skalę światową. Na znak protestu podał się do dymisji Stefan Sutkowski, dyrektor Opery Kameralnej, człowiek, który wymyślił WOK i kierował tą instytucją przez pół wieku. Co dalej, nie wie nikt. Artyści liczą na uczynienie z Opery sceny narodowej podległej ministrowi kultury. Postanowili pokazać swoją determinację poprzez wyjście z muzyką „w miasto”.
– Jedni palą opony, inni prowadzą głodówki, my chcemy demonstrować muzyką – mówi Hubert Zadrożny, waltornista. - Mamy nadzieję przekonać decydentów do zachowania Opery poprzez muzykę. Wszyscy nasi artyści wezmą udział w dwutygodniowych działaniach zarówno na naszej scenie, jak i na terenie całego miasta. Wielu pewnie zaskoczymy swoją obecnością – dodaje.
Już w sobotę 19 maja artyści pojawią się w muzeach, tam w rozmaitych kompilacjach wykonają dzieła kameralne. O godz. 18 przed siedzibą PAN na Krakowskim Przedmieściu zabrzmi muzyka symfoniczna w wykonaniu połączonych orkiestr WOK. Za tydzień, 26 maja, w siedzibie Opery zostaną wykonane najpiękniejsze fragmenty najwybitniejszych dzieł Mozarta, gala „Noc Mozarta” potrwa od godz. 17 do 3 w nocy (wstęp wolny). 29 maja o godz. 15 przed Ministerstwem Kultury będzie można usłyszeć słynne mozartowskie „Requiem”. W kolejne dni artyści pojawią się jeszcze w wielu innych miejscach, jak mówią, często bardzo zaskakujących. Wszędzie będą wykładali do podpisu petycję skierowaną do ministra kultury. Wierzą, że ktoś zrozumie, że istnieje jeszcze Polska po Euro, że po piłkarskich mistrzostwach obudzimy się w stolicy wyzutej z kultury.
