Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Kultura i Historia

Japończycy płaczą na polskim filmie

W Japonii jest teraz wielki głód historii. Przez dziesięciolecia stawiano w tym kraju na naukę przedmiotów ścisłych. Rezultatem tego jest boom technologiczny, który obserwujemy od lat.

Autor:

W Japonii jest teraz wielki głód historii. Przez dziesięciolecia stawiano w tym kraju na naukę przedmiotów ścisłych. Rezultatem tego jest boom technologiczny, który obserwujemy od lat. Ale Japończycy skarżą się na brak wiedzy historycznej – mówi reżyser Arkadiusz Gołębiewski, który jest w Sapporo na Festiwalu Filmów Polskich, w rozmowie z Sylwią Krasnodębską.

Razem z Maciejem Pawlickim zrobił Pan przepiękny film o Polakach, którzy z całymi rodzinami ginęli, ratując Żydów w czasie II wojny światowej. Czy może to być dla Japończyków zrozumiały temat?
Obawiałem się, że Japończycy pogubią się w liczbie wątków, które poruszamy. Opowiadamy o czasach przed wybuchem wojny, o okupacji oraz pokazujemy dzisiejszą Polskę. Złożoność stosunków polsko-żydowskich dla mniej wyrobionego widza często jest niezrozumiała nawet u nas, więc tym bardziej dla Japończyków jest to trudny temat. Ale okazało się, że wszystko zostało zrozumiane i widzowie trafnie zinterpretowali zachowania bohaterów. Film bardzo ich wzruszył. Przez ostatnie 15 min Japończycy płakali. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni.

Dziś temat jest bardziej znany, bo mamy za sobą nominowany do Oscara film „W ciemności". Ale to z „Historii Kowalskich" wcześniej dowiedzieliśmy się, że za pomoc Żydom Polakom groziła kara śmierci.
Tak. Tym filmem przełamaliśmy tabu. Japończycy na ogół mało znają historię Europy i Polski. Często Polacy o tym nie wiedzą. Nasz film tę prawdę pokazał. 

Marginalizacja nauki historii w japońskich szkołach tylko wzmogła zainteresowanie tą tematyką?
Dokładnie tak. W Japonii jest teraz wielki głód historii. Przez dziesięciolecia stawiano na naukę przedmiotów ścisłych. Rezultatem tego jest boom technologiczny, który obserwujemy tam od lat. Ale Japończycy skarżą się na brak wiedzy historycznej. Na wyspie Hokkaido i tu, w Sapporo, widać to gołym okiem. Świadczy o tym frekwencja na pokazach i ciekawe dyskusje po projekcjach. Japończycy zaczynają też odkrywać swoje małe ojczyzny i chociaż ciągle wstydzą się głośno o tym mówić, to w prywatnych rozmowach próbują szukać swoich korzeni. Niestety te małe grupki są dyskryminowane, stąd tylko nieliczni przyznają się do swoich przodków. To dotyczy również grupy Polonusów, będących potomkami polskich zesłańców syberyjskich, którzy tu osiedli. Utworzenie w tym roku festiwalowej sekcji dokumentalnej niewątpliwie świadczy o tym, że Japończycy zaczynają nadrabiać braki edukacyjne.

Japonia to dla nas egzotyka. Jak to się stało, że pojawił się tam festiwal naszych filmów?
W Sapporo od przeszło 20 lat działa Towarzystwo Hokkaido-Polska, któremu obecnie przewodniczy Shinichi Sanitsu. To Japończyk, który zakochał się w Polsce. Razem z Polskim Instytutem Kulturalnym, działającym przy polskiej ambasadzie, postanowił zorganizować Festiwal Filmów Polskich. W tym roku odbyła się jego druga edycja, ale pierwsza z pokazami filmów dokumentalnych. Wczoraj odbyły się pokazy etiud zrealizowanych podczas zeszłorocznych warsztatów, które prowadzili w Tokio m.in. Paweł Łoziński, Jacek Petrycki czy Mirosław Dembiński. Myślę, że jak na pierwszy kontakt z polskim filmem dokumentalnym, japońskim odbiorcom postawiono wysoko poprzeczkę.

Autor:

Źródło:

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Kultura i Historia