Pekin i Moskwa w wydanych oświadczeniach wyraziły swoje oburzenie operacją Stanów Zjednoczonych, której skutkiem było pojmanie i doprowadzenie przed amerykański wymiar sprawiedliwości dyktatora Nicolasa Maduro. Chiny stwierdziły, że działania "stanowią rażące naruszenie prawa międzynarodowego oraz Karty Narodów Zjednoczonych". ONZ, w osobie sekretarza generalnego, Antonio Guterresa, nazwał operację USA "niebezpiecznym precedensem".
- Wenezuela pod rządami Maduro była sojusznikiem Rosji, Chin, Kuby i Syrii, należących do tzw. osi zła. Amerykańska interwencja jest sygnałem do Chin i Rosji o determinacji USA w egzekwowaniu swoich interesów. Działania te wpisują się w szerszą strategię osłabiania międzynarodowych partnerów Rosji i mogą mieć wpływ na sytuację w Syrii, Iranie oraz na rozmowy pokojowe ws. Ukrainy - ocenił w rozmowie z portalem niezalezna.pl amerykanista Tomasz Winiarski.
Chcemy pokoju, sprawiedliwości i wolności dla wspaniałych ludzi Wenezueli. Nie możemy pozwolić na to, by do władzy doszedł ktoś, kto w sercu nie ma dobra ludzi Wenezueli. Nie pozwolimy na to. Zostaniemy tak długo, aż nie uda się dokonać tranzycji władzy - powiedział w Mar-a-Lago na Florydzie prezydent USA Donald Trump. Zaznaczył, że Wenezuelą będą rządzić ludzie wskazani przez USA. Nie wykluczył kolejnego ataku, jeśli "zajdzie potrzeba".