Pozostali uczniowie są w zachodniej Ukrainie, lub za granicą; mamy czat grupowy, na którym cały czas do siebie piszemy - relacjonuje Waleria.
"Ktoś w ostatniej chwili zdążył ukryć się przed rosyjskim bombardowaniem, w wyniku którego jego rodzina została pozbawiona dachu nad głową. Ktoś widział ciała zabitych ludzi w samochodach, które ostrzelali rosyjscy okupanci. Ktoś na stojąco jechał w ciemnym pociągu przez prawie dobę, by dostać się do bezpiecznego miejsca. Takich historii jest wiele"
- nauczycielka relacjonuje przeżycia swoich uczniów.
Jak wspomina, 24 lutego, w dzień rozpoczęcia rosyjskiej inwazji obudził ją huk eksplozji. Wojna rozpoczęła się, gdy Waleria wraz ze swoją klasą przygotowywała się do matury i związanych z nią uroczystości zakończenia szkoły.
"Tego dnia jak zawsze miałam iść do szkoły, by wraz z uczniami spotkać się z fotografem i omówić sprawy związane z sesją zdjęciową. Do końca lutego mieliśmy też wybrać kolor wstęgi dla naszej klasy (tradycyjne szarfy z oznaczeniem rocznika, zakładane przez licealistów przy uroczystych okazjach - red.). W marcu miałam załatwić w kuratorium ostatnie formalności związane z maturą. Wszystkie te plany pokrzyżowała wojna"
- opowiada kijowska nauczycielka.
Gdy rozmawiamy o przyszłości, wszyscy moi uczniowie są przekonani, że Ukraina wygra tę wojnę - mówi Waleria. Dodaje, że maturzyści nie kryją jednak żalu, jak niefortunnie ułożyły się ich szkolne lata: dobrze pamiętają wydarzenia z 2013 i 2014 roku, rewolucję godności i początek wojny (ktoś stracił tatę, ktoś uciekł z Donbasu do Kijowa), zaliczyli też pandemię i związane z nią lockdowny, a na zakończenie ich edukacji rozpoczęła się rosyjska inwazja na pełną skalę.
Ale teraz moi uczniowie odliczają już dni do zwycięstwa Ukrainy i naszego spotkania, na które wszyscy bardzo czekamy - zaznacza Waleria.