Zdecydowana postawa Polski wobec kryzysu migracyjnego wywołanego przez reżim Aleksandra Łukaszenki i twarda obrona granicy wschodniej spotkała się z wyrazami uznania ze strony polityków i mediów na zachodzie Europy, szczególnie w Niemczech, które zdają się być celem podróży dużej grupy migrantów z Bliskiego Wschodu skoncentrowanych na Białorusi.
Jacek Saryusz-Wolski na antenie TV Republika przestrzegł jednak przed "uśpieniem" wyrazami sympatii.
- Polska zyskuje sympatię, ale nie jest tak dobrze, jak chcielibyśmy to widzieć, że wszyscy nas popierają i wszyscy nam dobrze życzą. Oni chcą Polski słabej, która nie wpuści [imigrantów] do nich, a wpuści do siebie i będzie nadal podatna na szantaż i presję. (...) Ostrzegam, żeby nie być uśpionym tymi wyrazami sympatii. Gdy się poczyta więcej, np. Olafa Scholza dla "Der Spiegel", to mówią "za to was chwalimy, za to was ganimy", kij i marchewka
- mówił w "Dziennikarskim pokerze" eurodeputowany.
Saryusz-Wolski wskazał, że ważne jest, by Polska sprawy na granicy wschodniej rozstrzygała sama.
- Agencje unijne mogłyby służyć osłabieniu nas i realizacji tego scenariusza: "Wpuszczajcie migrantów do siebie, do nas nie, a ustąpimy - kosztem waszych interesów i całego regionu - Rosjanom", zwiększając niebezpieczeństwo wobec kolejnej inwazji na Ukrainę - dodał.
Zdaniem europosła, sytuacja na granicy polsko-białoruskiej ma związek z sytuacją na Ukrainie, u granic której gromadzą się wojska rosyjskie.
- To zagrożenie dla Polski drugiego planu, ale pierwszej ważności - powiedział.