Z ostatniego raportu Amnesty International wynika, że wojsko ukraińskie narusza prawo konfliktów zbrojnych rozmieszczając sprzęt i uzbrojenie w szkołach, szpitalach i dzielnicach mieszkalnych, a także przeprowadzając ataki z terenów gęsto zaludnionych.
Dokument wywołał falę oburzenia.
Sprawę skomentował w Programie Trzecim Polskiego Radia wiceszef MSZ Marcin Przydacz.
Myślę, że najlepszą odpowiedzią na ten raport jest fakt, że ukraińscy działacze Amnesty International podawali się do dymisji, rezygnowali z pracy w tej organizacji, uznając, że jest ona zideologizowana i w nieodpowiedni sposób, niezgodny z prawdą, niezgodny też z zasadami sztuki przygotowuje tego typu raporty
– powiedział.
Polityk przyznał, że jest mocno zaskoczony widząc, co się dzieje na Ukrainie, „widząc te mordy ze strony wojsk rosyjskich, które obserwowaliśmy w Irpieniu, w Buczy, widząc atakowane budynki cywilne”.
Sam je na własne oczy widziałem pod Kijowem. Bombardowane bloki, bombardowane domy, bombardowane centra handlowe. Jedyną rzeczą, jaką jest w stanie Amnesty International z siebie wyprodukować po kilku miesiącach wojny, to jest tego typu raport. Pokazuje to, że stopień oderwania od rzeczywistości jest dość daleko idący, ale także stopień zideologizowania
– stwierdził.
.@marcin_przydacz o raporcie @amnesty: myślę, że najlepszą odpowiedzią na ten raport jest fakt, że ukraińscy działacze #AmnestyInternational podawali się do dymisji. 🎥🔻#SalonPolitycznyTrójki pic.twitter.com/jvm7w36KeY
— Trójka – Program 3 Polskiego Radia (@RadiowaTrojka) August 8, 2022
Myślę, że niestety także i wpływy rosyjskie prawdopodobnie są tam bardzo silne. W inny sposób tego wytłumaczyć się nie da. Trzeba mieć tego świadomość. Przy każdym następnym raporcie tej organizacji musimy pamiętać o tym, bo to niestety rzutuje też na wiarygodność funkcjonowania Amnesty International
– dodał.
Amnesty International napisała w czwartkowym raporcie, że wojsko ukraińskie narusza prawo konfliktów zbrojnych rozmieszczając sprzęt i uzbrojenie w szkołach, szpitalach i dzielnicach mieszkalnych, a także przeprowadzając ataki z terenów gęsto zaludnionych. „Wynikające z tego rosyjskie uderzenia w zaludnione obszary zabiły cywilów i zniszczyły cywilną infrastrukturę” – napisano w raporcie.
„Taka taktyka narusza międzynarodowe prawo humanitarne i zagraża ludności cywilnej, ponieważ przekształca obiekty cywilne w cele wojskowe. Wynikające z tego rosyjskie uderzenia w zaludnione obszary zabiły cywilów i zniszczyły cywilną infrastrukturę”
– pisze dalej AI.
"Udokumentowaliśmy, że siły ukraińskie narażały cywilów na ryzyko oraz łamały prawo konfliktów zbrojnych poprzez działania na zaludnionych obszarach" - twierdzi Agnes Callamard, sekretarz generalna Amnesty International. "Bycie zaatakowanym nie zwalnia ukraińskich wojskowych z przestrzegania międzynarodowego prawa humanitarnego" – dodała.
W raporcie jest też mowa o tym, że wojska rosyjskie atakowały obiekty cywilne, co do których było wiadomo, że nie ma tam ukraińskich żołnierzy. Takie działania są zbrodnią wojenną.