Wystarczy wejść na stronę internetową ONZ i wpisać po angielsku słowo "aborcja", by przekonać się, jak jednoznaczna i radykalna jest agenda Organizacji w tej sprawie.
"Konieczny jest dostęp do usług legalnej aborcji", "drakońskie prawa aborcyjne", "zniesienie antyaborcyjnych praw ocaliłoby życie 50 tys. kobiet", "eksperci ONZ nakłaniają władze Dominikany do zabezpieczenia praw kobiet do zdrowia reprodukcyjnego" - podobne tytuły i zdania pojawiają się tam co rusz.
Bo przecież usunięcie ciąży to jedynie "spędzenie płodu", który w żadnym wypadku - według ekspertów ONZ - nie może być dzieckiem.
Ale nawet zagorzałym promotorom aborcji wymsknie się raz na jakiś czas słowo prawdy. We wpisie dotyczącym tragicznej sytuacji ciężarnych kobiet w socjalistycznej Wenezueli, na oficjalnym Twitterowym koncie ONZ napisano:
Co więcej, w tekście, do którego odnosi się wpis, czytamy:
Tysiące Wenezuelczyków wyjeżdża codziennie z kraju, wśród nich jest wiele kobiet w ciąży, które nie są w stanie uzyskać właściwej opieki prenatalnej i które nie chcą narażać życia swoich nienarodzonych dzieci.
Dalej autor artykułu, umieszczonego na oficjalnej stronie agencji ONZ (!), cytuje jedną z mieszkających w Wenezueli kobiet:
„Gdyby wystąpiły jakieś komplikacje szpital nie pomógłby mi, a moje dziecko umrze”. „To bardzo zły moment, aby być ciężarną kobietą w Wenezueli. Wiele z nich ucieka [z kraju] z miłości do swoich nienarodzonych dzieci”.
Jak można troszczyć się o życie "nienarodzonych dzieci" Wenezuelek, a jednocześnie wzywać do zalegalizowania ich eliminacji? Eksperci ONZ powinni popracować nad spójnością swoich działań.