– Wydajemy najwięcej, inwestujemy najwięcej, a jednocześnie ponosimy tęgo największe koszty – powiedział premier Łotwy Andris Kulbergs podczas zorganizowanego w środę Ryskiego Forum Biznesowego. Przypomniał, że Łotwa przeznacza na obronność około 5-6 proc. swojego PKB. Jednak – jak stwierdził – nawet takie nakłady nie wystarczą do obrony zewnętrznej granicy UE przed agresorami.
Obserwuj Niezalezna.pl w Google! Wejdź na nasz profil, a następnie kliknij „Obserwuj w Google”
Przyznał jednocześnie, że znaczna część krajowego budżetu jest wydatkowana na sprzęt wojskowy – w tym zamawiany u producentów z Francji, Niemiec, Szwecji, Holandii i Finlandii, co stanowi przypływ gotówki dla przemysłu zbrojeniowego tych krajów.
Tyle wydają ze względu na wojnę na Ukrainie
Kulbergs przypomniał, że według wyliczeń Komisji Europejskiej gospodarka Łotwy została dotknięta wpływem wojny Rosji z Ukrainą na poziomie około 1,8 proc. PKB. - To geopolityczna kara, wynikającą z położenia w sąsiedztwie agresora, to konsekwencja ograniczonego ruchu turystycznego i mniejszych inwestycji, tylko dlatego, że kraj znajduje się w strefie przygranicznej – argumentował.
Jednocześnie – dodał – od 2022 r. Ryga wydała już miliard euro na zabezpieczenie wschodniej granicy (w tym m.in. na budowę płotu granicznego przed nielegalną migrację, fortyfikowanie i umacnianie obszarów w ramach Bałtyckiej Linii Obrony, czy rozwój przemysłu drogowego).
Apel do krajów flanki wschodniej
Premier zaapelował jednocześnie o wspólne stanowisko krajów wschodniej flanki w nadchodzących negocjacjach dotyczących wieloletnich ram finansowych UE. – Naszym wspólnym celem jest pozyskanie większego wsparcia z UE dla naszego regionu, ponieważ tylko dzięki silnej gospodarce można mieć silną obronę – oznajmił.
Kulbergs objął stanowisko premiera po upadku rządu Eviki Siliny pod koniec maja, cztery miesiące przed wyborami parlamentarnymi, które zaplanowano na 3 października.
Cała granica wschodnia Łotwy liczy 456,6 km, z czego 283 km kraj dzieli z Rosją, a 173 km z Białorusią.