Radew ogłosił, że złoży dymisję przed trybunałem konstytucyjnym we wtorek.
Ustępujący prezydent zapowiedział wcześniej przedterminowe wybory po tym, gdy kolejna partia odmówiła misji sformowania rządu.
Bułgaria od lat pogrążona jest w kryzysie politycznym. Będą to ósme wybory parlamentarne od 2021 roku. Dotychczas nie udało się wyłonić stabilnego rządu.
Radew podziękował protestującym, którzy masowo demonstrowali w ostatnich miesiącach, alarmując, że władza została przejęta przez oligarchów i mafię.
Bułgarią kierują mechanizmy oligarchiczne, potrzebna jest nowa umowa społeczna - oświadczył Radew. Dodał, że cierpliwość obywateli się skończyła, a dwie trzecie społeczeństwa nie głosuje. Zaznaczył, że Bułgarzy przestali wierzyć instytucjom państwa, a sytuacji nie polepszyło wejście do strefy Schengen i przyjęcie euro. Ustępujący prezydent podkreślił, że rządząca oligarchia przywłaszczyła sobie konstytucję, która wymaga gruntownych zmian.
- Jesteśmy gotowi, możemy i zwyciężymy - zakończył swoją odezwę do narodu.
Na razie Radew nie określił jak wyobraża sobie swoją siłę polityczną i gdzie będzie szukać sojuszników. Według obserwatorów jego formacja będzie się znajdować w lewej części przestrzeni politycznej.
Radew wygrał wybory prezydenckie w listopadzie 2016 r. i został ponownie wybrany na urząd jesienią 2021 r. Jego kadencja powinna się skończyć dokładnie za rok. To pierwsza dymisja prezydenta Bułgarii od rozpoczętej w 1989 r. transformacji demokratycznej.
Ustępujący prezydent jest emerytowanym wojskowym, służył w lotnictwie, dochodząc do stopnia generała.
Od lat Radew jest politykiem cieszącym się najwyższym zaufaniem społecznym, większym od byłego premiera Bojko Borisowa -lidera partii GERB, która z kolei osiąga pierwsze miejsce w sondażach.