Zgodnie z pierwszymi wynikami sondażowymi typu exit poll, przeprowadzonymi przez ośrodek badawczy Myara, formacja byłego głowy państwa nie pozostawiła rywalom najmniejszych złudzeń. Socjaldemokratyczna (ale z silnymi akcentami konserwatywnymi i nacjonalistycznymi) koalicja Postępowa Bułgaria uzyskała imponujący wynik 38,7 proc. poparcia. Taki rezultat daje ugrupowaniu Rumena Radewa silny mandat do prób sformowania nowego rządu i ustabilizowania sytuacji w kraju, który od lat zmaga się z politycznym chaosem.
Daleko w tyle za zwycięzcami uplasowała się partia GERB, kierowana przez wieloletniego byłego premiera Bojko Borisowa. Według sondaży może ona liczyć zaledwie na 14,8 proc. głosów. Trzecie miejsce na podium przypadło koalicji Kontynuujemy Zmiany–Demokratyczna Bułgaria (PP-DB), która zgromadziła 13,1 proc. poparcia. Gigantyczna różnica między pierwszym a drugim miejscem pokazuje skalę przetasowań i chęć zmiany wśród bułgarskich wyborców.
W 240-osobowym Zgromadzeniu Narodowym zasiądą również przedstawiciele mniejszych ugrupowań. Zwraca uwagę wynik formacji DPS-Nowy Początek, na której czele stoi kontrowersyjny oligarcha Delian Peewski – uzyskała ona 9,2 proc. głosów. Do parlamentu wejdzie także nacjonalistyczne Odrodzenie z poparciem na poziomie 5,3 proc. Na granicy progu wyborczego balansuje natomiast postkomunistyczna Bułgarska Partia Socjalistyczna, która według sondażu Myara zdobyła równo 4 proc. głosów.
Polityczny pat i zmęczenie obywateli
Niedzielne głosowanie to kolejny akt w trwającym od lat dramacie politycznym nad Morzem Czarnym. Były to już ósme wybory parlamentarne w Bułgarii w ciągu ostatnich pięciu lat. Ta bezprecedensowa w skali Europy seria przedterminowych elekcji jest wynikiem chronicznej niezdolności tamtejszych elit do wyłonienia trwałej większości i sformowania stabilnego gabinetu.
Ciągłe zawirowania na szczytach władzy i niekończące się kampanie wyborcze wyraźnie odbijają się na nastrojach społecznych. Zmęczenie obywateli politycznym patem tradycyjnie przekłada się na frekwencję, choć tym razem Bułgarzy wykazali się pewną mobilizacją. Jak poinformował ośrodek Myara, do godziny 19:00 czasu lokalnego w wyborach wzięło udział 46,7 proc. uprawnionych do głosowania obywateli.
Lokale wyborcze zostały otwarte o godzinie 7:00 rano czasu lokalnego, a obywatele mogli oddawać swoje głosy do godziny 20:00. Wybór nie był łatwy, biorąc pod uwagę ogromne rozdrobnienie sceny politycznej. O mandaty w bułgarskim parlamencie ubiegali się kandydaci startujący z list aż 14 partii politycznych oraz 10 koalicji.
Koniec ery starych układów?
Zwycięstwo formacji Rumena Radewa otwiera zupełnie nowy rozdział w najnowszej historii kraju. Jako prezydent Radew wielokrotnie ścierał się z kolejnymi rządami, nierzadko ostro krytykując dotychczasowy establishment za korupcję i brak skuteczności w zarządzaniu państwem. Teraz jego własne ugrupowanie będzie musiało zmierzyć się z wyzwaniem, któremu nie sprostali poprzednicy – przejęciem realnej odpowiedzialności za państwo.
Porażka partii GERB to z kolei kolejny sygnał słabnącej pozycji Bojko Borisowa. Polityk ten przez lata dominował w bułgarskiej polityce, ale jego rządy zakończyły się masowymi protestami społecznymi. Partia GERB - dodajmy - należy do Europejskiej Partii Ludowej, tak jak Koalicja Obywatelska. Z kolei obecność w parlamencie z wynikiem ponad 9 proc. formacji Deliana Peewskiego przypomina, że wpływy oligarchów na tamtejszą rzeczywistość wciąż pozostają istotnym czynnikiem, z którym nowa władza będzie musiała się liczyć.
Ostateczny podział mandatów w Zgromadzeniu Narodowym poznamy po zliczeniu wszystkich głosów przez bułgarską centralną komisję wyborczą. Dopiero wtedy okaże się, czy Postępowa Bułgaria będzie w stanie sprawnie sformować rząd, czy też kraj czeka kolejna trudna runda negocjacji koalicyjnych.
--------------------
Rumen Radew z wykształcenia jest wojskowym (generałem dywizji i byłym dowódcą bułgarskiego lotnictwa wojskowego), który szkolił się m.in. w Air War College w USA, choć w latach 80. był członkiem bułgarskiej partii komunistycznej. To polityk, który prezentuje raczej prorosyjskie sympatie. Z jednej strony reprezentuje kraj będący członkiem NATO i Unii Europejskiej, uczestniczy w szczytach Sojuszu i nie kwestionuje samej przynależności Bułgarii do struktur zachodnich. Z drugiej strony jego retoryka i działania w kluczowych kwestiach bezpieczeństwa – zwłaszcza w stosunku do Rosji i Ukrainy – stoją w jaskrawej sprzeczności z polityką państw wschodniej flanki, takich jak Polska, kraje bałtyckie czy Rumunia.