Wiadomość o kradzieży zasmuciła mieszkańców, hierarchów kościelnych oraz pielgrzymów, którzy udają się do bazyliki co roku 30 maja, kiedy w Kościele rzymskokatolickim wypada wspomnienie św. Zdzisławy. Arcybiskup Pragi Stanislav Przibyl był zdruzgotany tymi doniesieniami, a wartość relikwii określił nie tylko jako historyczną, ale i duchową. Według jego słów, czaszka była przedmiotem czci pielgrzymów, którzy przybywali do Jablonnego, gdzie św. Zdzisława żyła i działała ponad 750 lat temu.
Dla nas to coś absolutnie niewiarygodnego. Zupełnie tego nie rozumiemy
– mówił o przestępstwie zrozpaczony burmistrz Jablonne, Jiří Rýdl.
Włodarz Jablonnego spekulował w wywiadzie dla lokalnej gazety, że sprawca najprawdopodobniej był chory psychicznie. W kręgach kościelnych snuto zaś ponure przypuszczenia, że święta relikwia miała posłużyć do celów okultystycznych. Mieszkańcy, zapytani przez dziennikarzy, podejrzewali, że kradzieży dokonał jej ktoś mieszkający w pobliżu bazyliki, a kradzieży dokonano "na zamówienie".
Domysły podsycał fakt, że najcenniejszym z artefaktów, eksponowanych w gablocie, z której zabrano czaszkę, była złota korona. Tego jednak złodziej nie zabrał. Najwyraźniej interesowała go tylko relikwia.
Policja przekazała dobre wieści
Rzecznik policji w Czeskiej Lipie, Ivana Baláková, przekazała, że policji udało się uzyskać informacje o lokalizacji relikwii, "zanim podejrzany zdążył zrealizować swój plan". Nie zdradziła jednak, co zamierzał zatrzymany.
To skomplikowane, nie ma na ten temat nic więcej do powiedzenia
– dodała.
W Jablonnem informację tę przyjęto z ulgą. Dominikanie opiekujący się czaszką św. Zdzisławy oraz bazyliką, w której była złożona, niecierpliwią się na powrót relikwii. Spodziewają się również scenariusza, w którym wiekowa pamiątka wróci połamana.
W takim przypadku nie składalibyśmy jej z powrotem, lecz umieścilibyśmy jej fragmenty razem z pozostałymi kośćmi znajdującymi się w krypcie, a jedną wybraną relikwię złożylibyśmy na ołtarzu w relikwiarzu
– ujawnił przełożony i dziekan dominikanów Pavel Maria Mayer.
Choć policja nie ujawniła wiele szczegółów dotyczących odzyskania czaszki, wiadomo, że do zatrzymania podejrzanego doszło w środkowych Czechach. Nie wiadomo, co zamierzał dalej uczynić z relikwią, ale nawet gdyby jego działania były bezczeszczące, nie są w stanie zdesekralizować szczątków osoby kanonizowanej.
Właśnie dlatego, że są to relikwie świętego, nie wymagają dalszej konsekracji ani błogosławieństwa. Świętość życia konkretnego świętego jest nieusuwalna z szczątków
– podsumował ojciec Mayer, nieco uspokoiwszy tym samym domysły po słowach arcybiskupa Przibyla, że doszło do "naruszenia przestrzeni sakralnej".
Idealne warunki do kradzieży
Dlaczego nie zadziałał system bezpieczeństwa? - to jedno z pytań, które zadawano sobie najczęściej. Okazało się, że przed mszą w świątyni jest on dezaktywowany. W takim wypadku zabezpieczeniem szczątków św. Zdzisławy pozostawała jedynie płyta z podwójnego szkła.
Nadto tego samego dnia część parafian wybrała się do Zvikova, więc liczba wiernych była mniejsza niż zwykle. Najprawdopodobniej w krytycznym momencie w środku byli tylko złodziej i ksiądz, szykujący się w zakrystii do nabożeństwa.
Kiedy kapłan podszedł do ołtarza, usłyszał dwa uderzenia i zobaczył kogoś uciekającego
– opisał przełożony dominikanów.
Sprawca najprawdopodobniej użył młotka. To pierwszy raz od 120 lat, czyli od momentu eksponowania czaszki, kiedy wydarzyło się coś takiego.
Kim była św. Zdzisława?
Święta Zdzisława urodziła się około 1220 roku, a zmarła w 1252 roku. Słynęła z miłosierdzia i dobroczynności. W 1995 roku została kanonizowana przez papieża Jana Pawła II. Była żoną szlachcica Havla z Lemberka i sama pochodziła z wpływowej rodziny. W 2000 roku została patronką diecezji litomierzyckiej, a dwa lata później kraju libereckiego.