Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Świat

Nowe gwiezdne wojny. Mateusz Matyszkowicz o wielkim wyścigu o AI

Główne amerykańskie firmy technologiczne zawiązują kolejne konsorcja i podejmują starania o pozyskanie środków na rozwój sztucznej inteligencji. Tym razem mowa o planie wydania rekordowej sumy 1,5 biliona dolarów. Trwa wielki wyścig - pisze Mateusz Matyszkowicz w "Gazecie Polskiej".

Amerykanie dobrze wiedzą, że jeśli nie dokonają dziś znaczącego skoku infrastrukturalnego i technologicznego, zostaną w tej dziedzinie wyprzedzeni przez Chiny. Coraz wyraźniej widać, że ta rywalizacja zaczyna przypominać znane z lat 80. „gwiezdne wojny”.

Nie tylko projekt militarny

W 1983 roku Ronald Reagan ogłosił program Strategic Defense Initiative (SDI), który bardzo szybko zyskał przydomek „gwiezdnych wojen” – na zasadzie analogii do głośnej sagi George’a Lucasa. Nazwa ta, początkowo pomyślana jako ironiczna i prześmiewcza, miała wykpiwać megalomanię amerykańskiego prezydenta oraz rzekomą fantastyczność projektu. Paradoksalnie jednak właśnie ona stała się trwałym znakiem rozpoznawczym nowej fazy amerykańskiej polityki strategicznej.

Stany Zjednoczone, zmęczone przeciągającą się zimną wojną i logiką wzajemnego odstraszania, uruchomiły program, który miał przynieść im realną przewagę strategiczną, a zarazem wciągnąć Związek Radziecki w wyścig technologiczny i finansowy, zabójczy dla jego niewydolnej gospodarki. SDI nie było więc jedynie projektem militarnym, lecz także próbą zasadniczej zmiany reguł gry – przeniesienia rywalizacji na poziom, na którym amerykańska przewaga technologiczna i ekonomiczna mogła zadziałać z pełną siłą.

Program polegał na planie stworzenia wielowarstwowego systemu obrony przeciwrakietowej, zdolnego do neutralizowania sowieckich pocisków balistycznych na różnych etapach ich lotu – od fazy startu, przez trajektorię orbitalną, aż po wejście w atmosferę. W wyobraźni zbiorowej – i to dla naszej analizy jest kluczowe – SDI funkcjonował jako program stworzenia narzędzi do ataku z kosmosu. Dzięki temu dawał się łatwo opowiedzieć i wyobrazić: jako futurystyczna tarcza, która miała unieważnić dotychczasową równowagę strachu. Niezależnie od tego, na ile był technicznie wykonalny, działał politycznie i psychologicznie.

Związek Radziecki nie pozostawał bierny i – dokładnie tak, jak przewidywała amerykańska administracja – zaangażował potężne środki w rozwój własnego przemysłu zbrojeniowego. Dla Kremla było to wyzwanie na tyle poważne, że podczas rozmów rozbrojeniowych w Rejkiawiku w 1986 roku głównym żądaniem Michaiła Gorbaczowa było wycofanie się Stanów Zjednoczonych z programu SDI. Bezskutecznie. Ameryka nie ustąpiła, a presja ekonomiczna i technologiczna stała się jednym z elementów prowadzących do załamania radzieckiego systemu.

„Gwiezdne wojny” Donalda Trumpa

Na początku 2025 roku Donald Trump publicznie nawiązał do programu SDI i ogłosił nowe „gwiezdne wojny” – tym razem pod kryptonimem „Golden Dome”, czyli Złota Tarcza. Projekt ten, nieprzypadkowo nawiązujący także do izraelskiej Iron Dome, zakłada budowę złożonego technologicznie systemu obronnego, który – z wykorzystaniem również instalacji kosmicznych – ma umożliwiać wczesne wykrywanie nadlatujących obiektów i ich neutralizację, jeszcze zanim znajdą się nad terytorium Stanów Zjednoczonych.

Golden Dome w wielu aspektach przypomina pierwotny program SDI: jest demonstracją technologicznej ambicji, próbą zmiany kalkulacji strategicznej przeciwników oraz sygnałem politycznym wysyłanym zarówno do sojuszników, jak i do rywali. Ale w istocie prawdziwe „gwiezdne wojny” toczą się dziś gdzie indziej – i właśnie na nie stawia również Biały Dom.

Czy tego chcemy, czy nie, narzędzia umownie nazywane sztuczną inteligencją już dziś zmieniają fundamenty naszej cywilizacji. I nie chodzi wyłącznie o używane masowo przez ludzi chatboty, choć i one odgrywają istotną rolę, przejmując coraz więcej funkcji komunikacyjnych, analitycznych i kreatywnych. Chodzi o znacznie głębszą transformację, która obejmuje całe systemy gospodarcze i polityczne.

Sztuczna inteligencja zmienia ekonomię: skraca procesy koncepcyjne, produkcyjne i logistyczne, automatyzuje decyzje, które dotąd wymagały ludzkiego doświadczenia, i uwalnia nowe, wcześniej niedostępne zasoby gospodarki. Wraz z tym zmienia się struktura zatrudnienia – coraz więcej czynności wykonywanych dotąd przez ludzi przejmują algorytmy, a praca ludzka przesuwa się w stronę nadzoru, projektowania i kontroli systemów.  

Jednocześnie narzędzia sztucznej inteligencji stają się bezprecedensowym instrumentem masowej kontroli i zarządzania społeczeństwami. Po raz pierwszy w historii pojawia się realna możliwość budowy państw o charakterze w pełni totalitarnym – nie opartych na terrorze i przemocy, lecz na algorytmach, danych i predykcji. Realizują się scenariusze, które w Polsce znamy z powieści Janusza Zajdla: powstają systemy doskonałej kontroli i ewaluacji obywateli, w których życie jednostki może być w każdej chwili obserwowane, oceniane i korygowane przez bezosobowy system.

Chiny pokazują, że nie jest to literacka fantazja. Integracja monitoringu, analizy danych, rozpoznawania twarzy, śledzenia aktywności cyfrowej i finansowej tworzy aparat władzy, który pozwala nie tylko reagować na nieposłuszeństwo, lecz także je przewidywać i neutralizować, zanim w ogóle przybierze formę działania. 

Ale nawet to blednie w porównaniu ze skokiem, jaki dokonuje się dziś w technologiach militarnych. Widzimy to już na Ukrainie, gdzie coraz więcej dronów, pocisków i systemów rozpoznawczych jest wspieranych lub wręcz sterowanych przez algorytmy sztucznej inteligencji. AI skraca czas reakcji, zwiększa precyzję uderzeń i zmienia charakter pola walki. Rosja nie waha się korzystać z takich narzędzi, testując je w warunkach realnego konfliktu.

Na jeszcze większą skalę do użycia technologii opartych na sztucznej inteligencji przygotowują się Chiny, które traktują je jako kluczowy element przyszłych doktryn wojskowych. Dla Pekinu AI nie jest dodatkiem do armii, lecz sposobem jej zasadniczej przebudowy – amplifikatorem siły, który ma zapewnić przewagę decyzyjną, operacyjną i strategiczną. I właśnie w tym miejscu analogia do „gwiezdnych wojen” z lat 80. przestaje być metaforą, a zaczyna opisywać realny mechanizm globalnej rywalizacji.

Ostatni moment

Stany Zjednoczone stoją dziś przed ostatnią realną szansą, by zyskać na tym polu trwałą przewagę. Wciąż mają bowiem niemal wszystkie kluczowe atuty: nadal dysponują najsilniejszą gospodarką świata, unikalną zdolnością finansowania gigantycznych projektów poprzez rynki kapitałowe – a nie poprzez państwowy moloch – dostępem do najlepszych laboratoriów, uczelni i globalnego obiegu naukowego. To przewagi, które nie są dane raz na zawsze. Jeśli Ameryka ten moment prześpi, wkrótce może się okazać, że okno możliwości bezpowrotnie się zamknęło.

Sytuacja jest jednak znacznie trudniejsza niż w latach 80. Po pierwsze, ówczesny świat był znacznie bardziej homogeniczny i podzielony na dwa wyraźne, odrębne bloki. Istniało zdecydowanie mniej interakcji ludzkich, kulturowych i ekonomicznych niż dziś. Związek Radziecki funkcjonował jako osobny, w dużej mierze odizolowany świat. Dzisiejsze Chiny takim światem nie są. Są integralnym uczestnikiem tej samej globalnej gospodarki, tych samych łańcuchów dostaw i tego samego obiegu technologii co Stany Zjednoczone.

Po drugie, w latach 80. gospodarka ZSRS była strukturalnie i ilościowo znacznie słabsza od amerykańskiej – jej realna siła nie sięgała nawet jednej trzeciej potencjału USA. Dziś Waszyngton musi konkurować z rywalem, którego gospodarka osiąga już ponad 70 proc. amerykańskiej mocy i który potrafi tę skalę przekuwać w długofalową strategię państwową.

W tamtej epoce Stany Zjednoczone mogły liczyć na to, że wciągając Sowietów w kosztowny projekt „gwiezdnych wojen”, stopniowo zduszą ich niewydolną gospodarkę. Dziś ten scenariusz nie jest już oczywisty. Chiny dysponują znacznie większym potencjałem ekonomicznym niż dawny blok komunistyczny, są głęboko wplecione w globalny system i potrafią absorbować długotrwałe koszty rywalizacji.

Dlatego coraz mniej decydujące staje się pytanie, kto wyda więcej, a coraz bardziej to, kto dokona rzeczywistego skoku technologicznego. Nie wystarczy już wciągnąć przeciwnika w wyścig. Trzeba ten wyścig realnie wygrać – zanim przewagi strukturalne przestaną działać.

Wtedy już będzie za późno. Także dla nas.

Źródło: Gazeta Polska

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane